Browsing Category

hairoutine

hairoutine haul Inspirujące kobiety kosmetyki lifestyle maski maski do włosów News piękne włosy pielęgnacja porady

ANWEN | ‚Winogrona i Keratyna’ – maska do włosów średnioporowatych

12 lutego 2017

Rzadko kiedy zdarza się, żebym pisała o konkretnym kosmetyku przed jego wykończeniem. W przypadku nowego odkrycia, jakim jest debiutująca w świecie włosowego szaleństwa maska ANWEN, postanowiłam jednak zrobić mały wyjątek. Jest to bowiem produkt, z którym nie rozstanę się na najbliższe miesiące, a może nawet i lata. Co w nim takiego niezwykłego?

Continue Reading

hairoutine

Nie mam czasu na Włosomaniactwo!

11 lipca 2016

Powiedziało 90% dziewczyn, które z jakiś powodów zrezygnowały ze świadomej pielęgnacji. Jedno jest pewne. Problemem z pewnością nie był czas, a właściwie jego brak. Równie dobrze mogłyby powiedzieć, że nie mają czasu na mycie zębów, czy codzienny prysznic. Pielęgnacja to coś, co wchodzi w naszą codzienną rutynę. W dzisiejszym wpisie znajdziemy Twój zgubiony w codziennym pośpiechu czas na włosomaniactwo, czyli świadomą pielęgnację włosów.

Continue Reading

aktualizacja hairoutine piękne włosy pielęgnacja porady

WŁOSY: KWIECIEŃ 2016

21 kwietnia 2016

Gdybym miała opisać swoją Włosomaniaczą naturę w kilku słowach, zapewne pierwsze z nich, jakiego bym użyła to: niekonsekwentna. Horror, jaki na własne życzenie przeszły moje włosy w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, okazał się dla mnie ogromnym sprawdzianem cierpliwości i silnej woli. Jak zwykle – zaczęło się niewinnie od małej koloryzacyjnej zachcianki, a wyszło…

Continue Reading

aktualizacja hairoutine

WŁOSY: STYCZEŃ ’16

22 stycznia 2016

Miałam tego nie robić… Nie ulegać pokusie weekendu i możliwości napisania/nakręcenia nowej aktualizacji tuż przed nadchodzącą/trwającą od tygodnia sesją. To jednak silniejsze ode mnie. Resztkami sił, wykończona kilkunastoma egzaminami złapałam za aparat i wykonałam swoją ukochaną pracę. Czas na styczniową aktualizację pielęgnacji…

2 1

Będę szczera. Bywają dni, w których mam ochotę popłakać się z bólu na widok tych zdrowych, sypkich i ciężkich do poskromienia kosmykach. Jedyna fryzura, w której wyglądam dobrze to misternie upięty niski kuc, koczek top-knot Wikinga, którego niegdyś wręcz nienawidziłam (klik) lub rozpuszczone… Mogę pomarzyć o warkoczykach Lagerthy czy koczku ala koronie.

Nie zamierzam ich na razie zapuszczać – zacznę dopiero, gdy kompletnie pozbędę się farbowanej części, czyli (mogę spokojnie stwierdzić, że) za rok, albo półtora. W tym miesiącu postawiłam na kompletny minimalizm, żeby sprawdzić jak będą się zachowały przy minimalnej ilości kosmetyków…

1

Jedyny szampon, jakim myłam głowę to nawilżająca Alterra z granatem i aloesem + odżywka z tej samej serii i okazjonalnie fiolet Kevina Murphy’ego, który już mi się skończył. Po wykończeniu szamponu Murphy’ego opublikuję recenzję serii.

Chyba niepotrzebnie drugi raz je podcinałam. Zresztą, może nie tyle niepotrzebnie, co u niewłaściwej fryzjerki, ale to temat na oddzielny wpis, do którego przymierzam się już od dawien dawna. Dobrze myślisz, będzie to zestawienie najgorszych fryzjerów, z jakimi miałam do czynienia w ciągu całego swojego życia. Przynajmniej będziesz wiedzieć, kogo unikać. A przynajmniej kogo unikać, będąc dziewczyną.

Całkowicie zrezygnowałam z olejowania, głównie przez brak czasu. Dopiero teraz rozumiem jak ciężko go wygospodarować na minimalne potrzeby kompleksowej pielęgnacji proponowanej przez guru-włosomaniaczki. Włosomaniactwo JEST czasochłonne!

2

No chyba, że masz tak krótkie włosy jak ja. Wiecznie zdrowe, wiecznie sypkie i wiecznie nieułożone ;) W ogóle, nie śmiejcie się, ale właśnie doszłam do wniosku, że moja ręka na zdjęciu wygląda jak fale Dunaju, lol.

hairoutine lifestyle makijaż MUZYKA przemyślenia

10 najlepszych odkryć 2015 roku

31 grudnia 2015

2015 dobiega końca, czas na podsumowanie. Przyznam szczerze, że musiałam wspomóc się pamiętnikiem i Pinterestem, bo nie sposób spamiętać wszystkie perełki, na jakie udało mi się natknąć w tym roku – było ich dużo, jednakże na potrzeby dzisiejszego wpisu postanowiłam wybrać najlepsze z najlepszych. Bez czego nie mogłam obejść się w 2015? Pozwólcie, że zacznę od końca!

1

Paris Carney

Pisałam o Niej na Instagramie, ale nie wyobrażam sobie tego wpisu bez choćby najmniejszej wzmianki o Jej twórczości. Jeśli słyszysz o tej wokalistce po raz pierwszy, czuję nieopisany zaszczyt mogąc przybliżyć Ci jej postać. Sposób, w jaki się o Niej dowiedziałam jest dość pokręcony i zabawny. Pomogła mi w tym moja osobista natura typowej fangirl. Zaczęło się niewinnie – w teledysku Taylor Swift wystąpił chłopak na zabój podobny do mojego taty – naturalnie ciekawa więc kim jest ten przystojniak, zaczęłam swoją wędrówkę z wujkiem Google. Okazało się, że niejakim sobowtórem taty jest niejaki Reeve Carney, który (jak pewnie się domyślacie) szybko wizualnie przypadł mi do gustu. Nie zakończyłam jednak swoich fangirlowych poszukiwań na zachwycaniu się zdjęciami Reeve, o nie. Zdążyłam zakochać się w Jego muzyce, bracie, mamie i siostrze. Wpadłam jak śliwka w kompot. To nietypowe zakochać się w rodzeństwie, a już tym bardziej w całej rodzinie. I choć powinnam zachwycać się młodszą-lepszą wersją mojego taty, jego bratem i Paris, to najbardziej imponuje mi Marti – ich mama. Jaką fantastyczną i inspirującą osobą trzeba być, aby wychować tak utalentowane dzieciaki! Wracając jednak do Paris… Jaki ta dziewczyna ma głos! I nie dość, że intryguje cudownym wokalem, to jest niesamowicie bliska mojemu sercu. Pisze bloga, dzięki któremu uświadomiłam sobie jak wiele nas łączy. To niesamowite uczucie, kiedy znajdujesz cząstkę siebie w zupełnie obcej Ci osobie. W momencie, gdy uświadamiasz sobie, że poprzez swoją twórczość próbuje przekazać swoim odbiorcom dokładnie te same wartości co ty, jedyne co pozostaje, to cieszyć się siłą przyciągania tych samych cząsteczek jednego związku. Inaczej nie ubiorę tego w słowa.

Paris Carney – Send A Prayer

2

Ścięcie włosów

Powiecie: ale mi odkrycie, ale dla mnie był to naprawdę przełomowy moment w życiu. Zrobiłam to w chwili w której mogłabym powiedzieć, że były moją jedyną dumą, ozdobą, która definiowała mnie, jako osobę. Pomimo ich zadowalającego wyglądu byłam już zmęczona. Potrzebowałam zmian, stąd decyzja o ścięciu. I o dziwo spotkałam się z ogromną aprobatą tego dość ryzykownego wyboru. Nowa fryzura sprawia, że rozmówca koncentruje się na mojej twarzy, którą niegdyś dosłownie ukrywałam pod włosami. Nie czuję też ciężaru włosów, ani bólu głowy, który niejednokrotnie powodowały przez swoją gęstość. Po poznaniu wszelkich dobrodziejstw krótkiej fryzury nie wiem, czy znów je zapuszczę – do podjęcia ostatecznej decyzji poczekam, aż regularnie podcinając końce pozbędę się całej farbowanej części.

3

Pierniczki

Dacie wiarę, że w moim domu nie pieczono ich na święta? Przez całe dzieciństwo kojarzyły mi się z niemieckim Weinachtsmarkt i tradycją dość daleką do polskich zwyczajów – olśnienia doznałam dopiero na Śląsku, kiedy okazało się, że wszyscy znajomi z klasy mieli w planach ozdabiać w/w wypieki. Czułam się jak przybysz z kosmosu, kiedy mówiłam, że w moim domu nigdy takowych nie pieczono! W tym roku jednak się przemogłam i upiekłam pierwszą partię, niezdarnie, lecz ze szczerego serca dekorując ciasteczka najlepiej jak umiałam! Są przepyszne i gdyby nie chęć zachowania „niepowtarzalnego klimatu” – piekłabym je znacznie częściej!

Orange_Scented_Gingerbread_Cookies_7

Siemię lniane

O jego niezwykłych właściwościach słyszałam już kilka lat temu – każda szanująca się włosomaniaczka próbowała żelu lnianego na włosy. Po chorobie mamy, która zmuszona była pic wywar o konsystencji gluta nieśpiesznie mi było do sprawdzania korzyści z jego spożywania. Przysłowie ‚a dziadek się śmiał i to samo miał’ doskonale opisuje moją styczność z nasionkami lnu. Laryngolog przepisał mi siemię podczas ostatniej choroby, a kiedy zauważyłam diametralną poprawę stanu cery i paznokci, postanowiłam poszukać więcej informacji na jego temat. Jak się okazało – regulują gospodarkę hormonalną, co pozwoliło mi zrezygnować z tabletek antykoncepcyjnych przyjmowanych „na cerę” bez większego szwanku, kiedy przed regularnym piciem miałam w trakcie przerwy ogromny wysyp. Siemię lniane to najlepsze odkrycie spożywcze 2015 roku!

5

Olej rycynowy

Kolejne, nieco naciągnięte odkrycie 2015 roku – olej rycynowy znam od początków włosomaniactwa, czyli od 2012 roku, jednakże – dopiero w tym regularnie stosowałam go na rzęsy i brwi, wzmacniając i przyciemniając je jednocześnie.

Czekoladziarnia

Jedno z niewielu miejsc, do których z chęcią wrócę. Za każdym razem, gdy odwiedzam nowe miasto, kieruję się do lokalu z gorącą czekoladą. Najlepsza czekolada jaką piłam to ta z Krakowa, w kawiarni Słodki Wentzl. Macie swoje ulubione kawiarnie/czekoladziarnie? Z chęcią je odwiedzę!

7

Nescafe Frappe

Najlepsza kawa jaką miałam przyjemność pic, kupiona okazyjnie w Biedronce. Ciężko ją gdziekolwiek dostać, więc gdy tylko nadarzy się taka okazja, kupię pojemniczek natychmiast! Fenomenalna zarówno na zimno jak i na ciepło.

8

Penny Dreadful

2-sezonowy serial, który pochłonęłam dosłownie w tydzień. Poświęcę mu oddzielny wpis.

9

10Makijaż szeroko rozstawionych oczu

W 2015 dowiedziałam się, że całe życie popełniałam błąd w makijażu oczu! Otóż osoby z szeroko rozstawionymi oczętami winny umieszczać ciemny cień w wewnętrznym kąciku oka, a nie zewnętrznym – jak to robiłam przez całe swoje życie, a przynajmniej od początków malowania się. Zwracacie uwagę na rozstawienie oczu przy makijażu?

I ostatnie odkrycie: YouTube.

Nie ukrywam, że stworzenie własnego kanału było dla mnie skokiem na głęboką wodę. Moje poczynania w świecie filmu to wciąż raczkowanie – nadal się uczę, ale mam nadzieję, że za parę lat będę się tu czuła tak komfortowo, jak na bloggerze. Chętnie wysłucham każdej rady, dlatego jeśli macie jakieś pomysły lub zastrzeżenia, piszcie śmiało w komentarzu.

11

aktualizacja hairoutine

AKTUALIZACJA PIELĘGNACJI WŁOSÓW: GRUDZIEŃ ’15

25 grudnia 2015

Po dość długiej przerwie od wpisów o tematyce poświęconej urodzie i pielęgnacji, postanowiłam wrócić do comiesięcznych włosowych aktualizacji. Jak wiecie, sporo się u mnie pod tym względem zmieniło, dlatego też wraz ze zmianą fryzury postanowiłam wprowadzić również kilka zmian na blogu…

a

Po pierwsze – oprócz standardowej notki i fotografii dokumentujących aktualny stan moich herów, postaram się raz w miesiącu dodawać specjalny filmik. Po drugie – spróbuję nieco dokładniej opisywać swoją pielęgnację. Kiedyś aktualizacje ograniczały się do kilku zdań na temat stanu i ewentualnie produktów jakich użyłam, przez co tak naprawdę niczego konkretnego się nie dowiadywałyście/liście. Najwyższy czas to zmienić.

Zacznijmy od najważniejszego czyli drastycznej zmiany w moim wyglądzie. Jeśli regularnie śledzicie moje social media, wiecie, że do ścięcia włosów przymierzałam się od początku ostatnich wakacji. Potrzebowałam zmiany, a chęć nowej fryzury motywowałam całkowitym pozbyciem się włosów farbowanych. Na swoje własne nieszczęście nie zrobiłam tego i pozwoliłam, by fryzjerka wykonała na mojej głowie „zrównanie odrostu z częścią farbowaną”, w wyniku którego przefarbowała całą niefarbowaną część. Brzmi zabawnie, nie? Tak czy siak, muszę na nowo zapuszczać naturalki, co dość dokładnie zobrazowałam w filmie.

b

Ścięcie włosów było najlepszą „urodową” decyzją, jaką podjęłam w ciągu ostatnich trzech lat. Nie chodzi tu o to, że nie lubiłam swoich długajek – wręcz przeciwnie, były moją chlubą. Przed Świętami zdecydowałam jednak, że oddam je na perukę i tak też zrobiłam. Początkowo nikt nie chciał uwierzyć, że to zrobię – sama do końca nie byłam pewna, czy podejmuję właściwą decyzję, ale teraz, gdybym mogła cofnąć się w czasie – nic by jej nie zmieniło. Świadomość podarowania komuś cząstki siebie, a zwłaszcza tak cennej (no sorry, jestem Włosomaniaczką) jest niezwykle budująca.

Dopiero teraz widzę ich niesamowitą gęstość i doceniam to, w jaki sposób podkreślają moją twarz.

Krótkie włosy = tańsza pielęgnacja, a co za tym idzie mogę pozwolić sobie na droższe produkty pielęgnacyjne. Tym razem postawiłam na serię Angel Kevina Murphy. Już nie mogę doczekać się recenzji, to naprawdę dobre kosmetyki. Już teraz mogę zdradzić, że sam szampon ma obłędny zapach i super skład, natomiast odżywka coraz lepiej spełnia swoje zadanie ochłodzenia koloru. Standardowo godzinę przed każdym myciem wcieram we włosy olejek z pestek arbuza – przy obecnej długości metoda OMO raczej się nie sprawdza, więc olej zmywam przy pomocy szamponu bez wcześniejszego zemulgowania go odżywką.

c

I co najważniejsze – nie muszę ich stylizować. Co prawda zdarzają się dni, że końcówki wywinąwszy się na zewnątrz sprawiają mi look ala Willy Wonka, ale nie przejmuję się tym zbytnio, zważywszy na to, że jest zima i przez większość czasu noszę czapkę. Niestety są zbyt krótkie, aby upiąć je w wysoki kucyk, więc czasami pozwalam sobie na ‚niski koczek’, którego tutorial znajdziecie już wkrótce na moim kanale. Jak pewnie zdążyliście się zorientować, nie załadowałam zdjęć. Wrzucę je za kilka dni, jak tylko odzyskam swojego laptopa (don’t ask) – obiecuję!

***

Korzystając z okazji chciałabym życzyć Wam wesołych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. Abyście czas, który nam pozostał spędzili w gronie najbliższych, z dala od trosk i zmartwień. Otwórzcie serducha na nowo narodzone dzieciątko. Celebrujcie ten piękny czas chwilą zadumy i refleksji, pozostawiając za sobą wszelkie doczesne problemy. Wesołych Świąt!

hairoutine recenzje kosmetyków

⌿ projekt denko ⌿ JOICO CLINISCALP ⌿ GUHL ⌿ L’OREAL ELSEVE ⌿ BIOVAX ⌿ GLISS KUR ⌿ DOVE ⌿ BAMBINO ⌿ BATISTE ⌿ NIVEA

28 października 2015

Wpisy z serii projekt denko należą do jednocześnie najprzyjemniejszych i najzłośliwszych w przygotowaniu. Od strony technicznej jest to coś, co uwielbiam – fotografie ze statywem, obróbka graficzna, natomiast od praktycznej zmora odczytywania składu. Mam jednak nadzieję, że tak, jak wszystkie dotychczas, także i ten przypadnie Wam do gustu. Bo sporo się przy nim napracowałam, oj sporo…

Continue Reading

hairoutine recenzje kosmetyków

Garnier Fructis – Gęste i Zachwycające! & KONKURS

2 września 2015

 Witajcie kochani i kochane! 

W dzisiejszej notce czeka na Was garść moich osobistych ulubieńców – po pierwsze będzie różowo, a jak wiecie róż to jeden z kolorów, który zdecydowanie dominuje w moim życiu (różowy Tangle Teezer, różowe słuchawki, różowy case na telefon, różowa gąbka do mycia, różowa szczoteczka do zębów czy też Clarisonic w odcieniu lila to tylko nieliczne gadżety potwierdzające zasadę Kodeksu Legalnej Blondynki, że róż to nasz absolutny must-have), zasmakujemy wiedzy na temat owocu, na którego punkcie dosłownie oszalałam tego lata i co najważniejsze, dowiecie się nieco o produktach pielęgnujących mojej ukochanej marki, czyli Garnier Fructis. Pod koniec wielka niespodzianka – co prawda za niespodziankami nie przepadam, ale uwierzcie na słowo, to moja ulubiona forma aktywności na blogu! Gotowi na masę niezapomnianych, różowych wrażeń?

Continue Reading