Browsing Category

dieta

dieta DIY EASY-PEASY przepisy

Przepis na idealne pierniczki

19 grudnia 2016

Po długiej przerwie od pisania, postanowiłam zacząć od konkretów. Tak jest! Mam na myśli słodycze. I to nie byle jakie słodycze, bo świąteczne. Tylko nie myślcie, że od dziś na pchymag będzie dominowała tematyka kulinarna (choć w tej kwestii stanowczo wiele się od mojej ostatniej notki poprawiło, nie zamierzam zdradzać większości kuchennych sekretów – zrobi to zapewne gość specjalny, ale o Nim innym razem).

Continue Reading

Artykuły dieta przekąski przepisy

Wypróbowane (!) ekspresowe przekąski.

5 maja 2016

Jeśli śledzicie mój Pinterest, zapewne wiecie, że mam niemałą obsesję na punkcie jedzenia. Szukanie prostych przepisów na banalne przekąski to zajęcie, które śmiało mogłabym nazwać Syzyfową pracą na pełen etat, ponieważ samych receptur mam na tablicach tak wiele, że pewnie do końca życia nie zdążę ich wypróbować. Dziś, jako specjalistka od przekąsek pomiędzy większymi posiłkami przybywam do Was z miksturami na cztery, fantastyczne mini-foodporny. Znalezione niegdyś w jednej z Rossmanowskich gazet, niezawodne zarówno na spotkaniach towarzyskich, jak i w samotne wieczory przy ulubionej książce.

Jeśli kochasz zdrowo jeść, dobrze trafiłeś/aś!

Continue Reading

dieta uroda zdrowie

Siemię lniane

8 stycznia 2016

Od ostatnich kilku tygodni trąbię na prawo i lewo o swoim regularnym spożywaniu siemienia lnianego, zachęcając również i Was do tej rytualnej i cudotwórczej czynności. Po raz pierwszy z nasionkami lnu miałam styczność już jako małe dziecko, podglądając mamę chorą na zapalenie płuc, kiedy wówczas z ogromnym grymasem na twarzy piła obrzydliwego gluta. Nie wiedziałam wówczas, jak wielkie korzyści może mieć stały kontakt z tym obrzydlistwem. Do samego siemienia (jak i wielu innych ziół) przekonały mnie Włosomaniaczki, którym zawdzięczam nie tylko poprawę stanu włosów, ale i skóry i paznokci.

Można powiedzieć, że moje początki z piciem nasionek były przymusowe, ponieważ przepisał mi je laryngolog, gdy chorowałam na zapalenie płuc i krtani. Piłam roztwór bez żadnych dodatków, załamana jego gorzkim smakiem. Dopiero później wpadłam na pomysł dolania syropu z owoców.

Jak piję siemię lniane?

Przede wszystkim: rano i wieczorem. Łyżkę nasion zalewam wrzątkiem, po chwili dolewając syropu. Czekam, aż trochę przestygnie i piję przez słomki lub cały czas mieszając dużą, deserową łyżeczką (pozwala to utrzymanie nasion w roztworze i nieosiadanie się na dnie kubka, a co za tym idzie – nie mamy gluta).

Jakie są efekty?

Po pierwsze: twarz. Od 17 roku życia byłam zmuszona stosować terapię hormonalną w postaci przyjmowanych na trądzik tabletek antykoncepcyjnych, przepisanych przez dermatolog. Odbiło się to na moim zdrowiu i to znacząco – przy każdej obowiązkowej przerwie po 21 dniach miałam regularny wysyp małych krost, które leczyłam do kolejnego odstawienia tabletek przez cały cykl. Kiedy Anwen zaszła w ciążę i opowiedziała o swoim doświadczeniu z siemieniem lnianym, postanowiłam zaryzykować i odstawiłam tabletki. Nie odbiło się to na stanie mojej buzi drastycznie – wręcz przeciwnie – zauważyłam znaczną poprawę.

Po drugie: paznokcie. Od jakiegoś czasu walczyłam z słabymi, kruchymi i łatwo łamiącymi się paznokciami. W trakcie choroby postanowiłam regularnie wcierać w nie olejek, stosując jednocześnie kurację odżywką z Eveline 8w1 i pijąc siemię. Nie miałam tak mocnej i zdrowo wyglądającej płytki od lat.

Po trzecie: włosy. Zaczęły rosnąć szybciej niż zwykle! Skąd to wiem? Na krótszych znacznie łatwiej jest mi zauważyć przyrost. Chyba zacznę znów go mierzyć.

Po czwarte: samopoczucie. Odnoszę wrażenie, że stałam się mniej nerwowa, lepiej śpię, mam mniej problemów z koncentracją. Osłonowe działanie spowodowało, że rzadziej odczuwam nerwowe bóle brzucha. Siemię lniane działa osłaniająco i regenerujaco na błonę przewodu pokarmowego i dlatego też od niepamiętnych czasów jest stosowane w stanach zapalnych przewodu pokarmowego.

Nasiona lnu zwyczajnego należą do produktów roślinnych i zawierają bardzo dużo wielonienasyconych kwasów tłuszczowych z rodziny omega-3. Zawartość tych kwasów w nasionach lnu jest podobna do ich zawartości w rybach. W skład nasion lnu wchodzi tłuszcz roślinny w ilości od 38 do 44 proc. z czego 57-60 proc. stanowią wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3, a 14-15 proc. kwasy tłuszczowe omega-6. Ponadto siemię lniane zawiera błonnik rozpuszczalny i nierozpuszczalny, witaminę E, cynk, lecytynę, flawonoidy i fitoestrogeny. Wykazuje właściwości przeciwmiażdżycowe, przeciwnowotworowe, przeciwzapalne.

Na co uważać, pijąc siemię lniane?

Jest dość kaloryczne – 1 łyżeczka (9 g) nasion lnu zwyczajnego dostarcza 46 kcal.

Krótki okres przydatności do spożycia siemienia lnianego, a to z powodu wysokiej zawartości wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Tak więc zawsze sprawdzamy termin ważności kupowanego produktu.

dieta napoje przepisy zdrowie

elma çayı

4 października 2015

Jest takie stare, dobre, angielskie przysłowie… An apple a day keeps the doctor away. W dosłownym tłumaczeniu jak większość z was wie, oznacza, że jedno jabłko dziennie w naszej diecie uchroni nas przed kłopotami ze zdrowiem. Czy rzeczywiście tak jest?

Continue Reading

dieta suplementy diety witaminy

Dziewczyny lubią brąz…

1 października 2015

                A słońce o tym wie… Tym tyryryrym. < tu kliknij

        Nie, zaraz, wait. Stop.

Rynkowski bez wątpienia popełnił w uwielbianym przez nas wszystkich, pełnym podtekstów i niejasności letnim hymnie wszystkich solar, tapeciar i modelek z Dubaju jeden podstawowy błąd. To prawda, lubimy opaleniznę, ale ten zmutowany Syryjczyk z wielkim dyskiem nad swoją nieproporcjonalnie małą do reszty ciała sokolą głową i ptasim móżdżkiem tego nie wie. Gdyby wiedział, byłabym sexy-opaloną blond California Gurl < tu kliknij, o których śpiewała Perry, a mój kot nie musiałby zimą przytulać się do grzejnika, mało tego! Nie musiałabym każdego ranka przyjmować garści białych dragów, dających pewność prawidłowego wchłaniania/wykorzystywania wapnia i fosforu, utrzymania prawidłowego poziomu wapnia we krwi, zdrowych zębów i kości, dobrze funkcjonujących mięśni czy prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego i (w przypadku przedawkowania) i jednocześnie ryzyko: zawału, ślepoty, objawów wścieklizny – zwiększonego pragnienia, pocenia się, sraczki, sikaczki czy drapaczki skóry (świądu).
#Retypieprzonarasistowskaszowinistycznaświnio 
#Nienawidziszmnieboco? 
#Bojestembiała? 
#jakalbinos?

Dziś o witaminie, na której niedobór cierpi każdy bloger, każda blogerka i wszyscy emeryci w podeszłym wieku. Ci, którzy nie wychodzą z domu z powodu fobii społecznej i Ci, którzy nie mają na to czasu, ponieważ większość doby spędzają wlepiając ślipia w szklane ekrany swoich telewizorów, laptopów, komputerów i netbooków. O witaminie, której brakuje 90% Polakom w okresie jesiennym, zimowym i wczesnowiosennym, przez egoizm i rasizm tego tam na górze, co świeci, ale go nie widać. O witaminie D jak…

Continue Reading

dieta Taste me! uroda zdrowa cera

Zawalcz o piękną cerę!

13 lipca 2015

Do napisana dzisiejszej notki zainspirował mnie komentarz jednej z Was. Dzięki Waszym wiadomościom wiem, że nie jestem jedyną osobą, która borykała/boryka się z problemem kapryśnej buzi. Postanowiłam poszperać w różnych źródłach informacji i znaleźć kilka informacji na temat trądziku, pielęgnacji cery i ochrony latem. Zawalczmy razem o piękną cerę!

Continue Reading

dieta lifestyle zdrowie

Pójdzie Ci to w cycki! ∞ DIETA ∞

17 lutego 2015

Do stworzenia serii wpisów poświęconych jednemu z najwspanialszych walorów kobiecej sylwetki zainspirowały mnie moje własne piersi, które pod względem wielkości odziedziczyłam po tacie… I mimo, że wielokrotnie wspominałam, że kiedyś, kiedy wykarmię dzieci, pewnie pójdę pod nóż i dla własnej satysfakcji cycki powiększę, postanowiłam, że najpierw przetestuję wszelkie naturalne sposoby na podkreślenie tego, co już mam. Przed wami ćwiczenia ujędrniające, masaże, triki stylizacyjne, a zaczniemy od rzeczy najistotniejszej czyli… diety. Zapraszam do przeczytania pierwszego wpisu z serii ‚Pójdzie Ci to w cycki!’, z którego z całą pewnością skorzystają zarówno posiadaczki przysłowiowych wisienek jak i jędrnych pomarańczy. (Będę wredna niczym Emma Charlotte Duerre Watson i nie zdradzę, do której grupy należę.) „Im mniej pokazujesz, tym bardziej wkurzasz ludzi” – Emma Watson

7b6462e427a132a99fd32eb33176527b

Continue Reading

balsamy balsamy do ciała dieta gadżety kosmetyki lifestyle mgiełki porady przemyślenia sport zdrowie

Za co kocham Victoria’s Secret!

18 listopada 2014

VICTORIAS SECRET SHOW 2013 -1116 61

Victoria’s Secret to zdecydowanie kontrowersyjna marka: wzbudza szereg emocji, od miłości do nienawiści. Wielokrotne pozwy sądowe o kradzieże projektów czy godzące w uczucia odbiorców reklamy to u nich standard. Mimo to marzeniem niejednej początkującej modelki jest dołączenie do elitarnego grona dziewczyn zwanych aniołkami VS. Co jest powodem tej ślepej miłości? Możliwość szybkiego zarobku czy specyficzny styl życia, który jest nieodłącznym elementem każdej z Angels?

Nie od dziś wiadomo, że marka VS promuje zdrowy tryb życia. Modelki w przeciwieństwie do wielu swoich konkurentek z high fashion nie odstraszają figurą kościotrupa – wręcz przeciwnie – posiadają krągłości (tam gdzie trzeba) i wysportowane sylwetki. W internecie możemy znaleźć mnóstwo filmów instruktażowych z ćwiczeniami modelek – te najbardziej wiarygodne są tworzone we współpracy aniołków z ich trenerami na oficjalnym kanale YouTube Victoria’s Secret.

Ostatnimi czasy głośno było o kampanii VS „The Perfect ‚Body'”, która wywołała ogromny sprzeciw i mnóstwo protestów zarówno w Stanach jak i pozostałych krajach, w tym w Polsce. „Body” to kolekcja staników – idealnie miękkich, dopasowanych do ciała, dających komfort noszenia niczym druga skóra. Jestem stałą klientką Victoria’s Secret i jeżeli staniki te są tak wygodne, a nawet bardziej od tych, które już posiadam w swojej kolekcji, jestem skłonna uwierzyć zapewnieniom producenta. Jednak nie w tym problem. Oburzenie wywołała zupełnie inna kwestia – a mianowicie rzekome bombardowanie przeciętnych klientek kultem idealnego ciała. W skrócie: plakat promujący najnowszą kolekcję wywołał ból dupy leniwym babom, więc zaczęły działać. Niestety, jak to zazwyczaj bywa – w głupi i nielogiczny sposób.

resize

Setki kobiet włożyło mnóstwo czasu i energii na podpisywanie petycji studentek z Leeds, o otrzymanie przeprosin od VS i „wzięcia odpowiedzialności za negatywny przekaz, który wysyła do kobiet”, portale społecznościowe zapełniły się od fotografii z hasztagiem #iamperfect – bardzo odważnych zresztą, pojawiły się nawet odpowiedzi w formie sesji zdjęciowych:

image20

Cóż. Wszystkich popierających powyższy cyrk muszę zmartwić. Ciała na powyższej fotografii będącej odpowiedzią dla VS – nie są idealne. Od kiedy to otyłość prowadząca do wielu chorób lub nadmierne wychudzenie są uważane za ideał? Po co tracić czas, energię i pieniądze na tak idiotyczne akcje, skoro można je przeznaczyć właśnie na wykonanie kilku ćwiczeń dziennie, by w zdrowy sposób nabyć pewności siebie i zaakceptować swoje ciało? Głupim usprawiedliwianiem i wmawianiem sobie, że jesteś idealna, nigdy nie osiągniesz tego, czego tak bardzo zazdrościsz kobietom widocznym na plakacie VS. Chcesz być piękna? Kanony zmieniają się wraz z postępem, czas zaakceptować fakt, że skoro w jakikolwiek sposób reklama daje Ci do zrozumienia, że czujesz wstyd spowodowany swoim obecnym wyglądem, to czas zacisnąć zęby i wziąć się za siebie. Zacznij biegać, uprawiaj swoją ulubioną formę sportu, ruszaj się, jedz zdrowo. Jeśli natomiast odpowiada Ci siedzący tryb życia i czujesz się dobrze w swoim ciele – w porządku. Siedź i jedz dalej.

victoria27s20secret20o1ssp

victoria27s20secret20b1s1c

Camille_Rowe_at_Victorias_Secret_beach_fashion_photoshoot (15)

abe_YEetx

Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że nie czuję żadnego rodzaju upokorzenia czy wstydu, widząc zdjęcia modelek z Victoria’s Secret – mimo ponad 3-tygodniowej przerwy od aktywności fizycznej spowodowanej kontuzją kostki, bez problemu mogłabym wyjść na ulicę w samej bieliźnie, bo czuję się dobrze w swoim ciele. Nie sądzę, że na taki krok odważyłyby się dziewczyny krytykujące kampanię – no chyba, że w akcie desperacji, w ramach poparcia swojego zdania. Nie oznacza to jednak, że czułyby się z tym w 100% dobrze.

Przekonywanie samej siebie, że nie musisz być doskonała może być ucieczką od pracy nad sobą.

tumblr_nf78hijK1S1rtrwi8o1_500

Wracając jednak do samej marki… Tak jak wspominałam, bielizna oferowana przez VS jest cudowna. Zanim zdecydowałam się na pierwszy zakup, przeczytałam kilka nieprzychylnych opinii, jakoby była kiczowata i ze średniej jakości materiałów – nic bardziej mylnego. Po roku używania zarówno staniki jak i figi (uwielbiam figi!) są w idealnym stanie!

tumblr_nf4bj7pNEo1s9kiugo1_1280

VS przełamuje stereotypy. Przykładem na to może być chociażby dołączenie do grona modelek Karlie Kloss, uważanej za typowo wybiegową modelkę. Karlie pokazała wszystkim, że bez względu na wzrost czy typ urody, każda z nas może czuć się sexy.

7fac8bc724df6495dcbb3880229efb00 16ca6eb2694ae8017c620ba732d86b66 d4740c556a9bd2193af144f7f05f0dd8 tumblr_nf3nmjBCfx1u03y4so1_500

VS stawia na wygląd nie tylko modelek, ale również swoich produktów. Asortyment jest całkiem spory, prócz bielizny znajdziemy mgiełki do ciała, balsamy, błyszczyki, lotiony i wiele innych!

tumblr_inline_mitaswJQeE1qz4rgp

Gdyby nie Victoria’s Secret nie poznałabym mojej ukochanej role model – Mirandy Kerr czy równie lubianych Behati Prinsloo i Lindsay Ellingson. Wiele początkujących, dobrze prosperujących modelek trafiło ostatnio do grona VS – między innymi Jourdan Dunn, Barbara Palvin i znana wszystkim, choć mnie osobiście nudząca Cara Delevingne. Nie ma co ukrywać, aniołki zarażają pozytywną energią, a dowodem tego są spektakularne i niepowtarzalne pokazy mody organizowane co roku we współpracy z koncernami muzycznych gwiazd we wspaniałej scenografii od sierpnia 1995 roku (rok po moim urodzeniu!).

♡ źródło fotografii: Pinterest & Google

dieta eksperymentowanie lifestyle orzechy owoce przepisy smoothie uroda zdrowie

Smoothie Mirandy Ker

3 października 2014

Dwa dni temu umieściłam na instagramie zapowiedź dzisiejszego postu. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że tak szybko zgromadzę wszystkie potrzebne składniki. Na szczęście w zabrzańskim sklepie Dary Natury znalazłam wszystko, czego potrzebowałam czyli: mleko kokosowe, surowe kakao, jagody açaí, sproszkowany korzeń maci. Pozostałe składniki (woda kokosowa, spirulina, jagody goji, nasiona chia i proteiny ryżowe w proszku) dotarły do mnie pocztą. Jakie są zalety picia tego koktajlu z rana? Wystarczy poczytać o właściwościach poszczególnych składników:

mleko kokosowe
Nazywane jest złotym środkiem leczniczym – posiada dużo wapnia, magnezu, potasu, żelaza, fosforu. Ponadto jest bogatym źródłem witamin, minerałów, aminokwasów, zdrowych tłuszczy, przeciwutleniaczy, węglowodanów, błonnika oraz białka, dlatego zaleca się spożywanie mleka kokosowego przez osoby cierpiące na allergie pokarmowe, które nie mogą spożywać mleka pochodzenia zwierzęcego. Ponadto, mleczko kokosowe wpływa korzystnie na skórę, włosy, paznokcie, leczy, regeneruje tkanki i pozwala zachować zdrowy młody wygląd.

woda kokosowa
Woda kokosowa bogata jest w niezbędne dla organizmu składniki, takie jak magnez, potas, wapń, fosfor oraz witaminy B1, B2, B3, B5, B6 i C, a poziom elektrolitów jest w niej niemal identyczny jak w osoczu ludzkiej krwi. Wodę kokosową szczególnie poleca się osobom narażonym na stres, cierpiącym na anemię i hipokaliemię (niedobór potasu), a także na kaca. Badania naukowe wykazały również, że woda kokosowa korzystnie wpływa na pracę serca i układu krwionośnego (obniża ciśnienie krwi i poziom cholesterolu, zmniejsza ryzyko miażdżycy), ma dobroczynne działanie w schorzeniach układu nerwowego, trawiennego (podaje się ją w przypadku biegunki, wymiotów czy problemów żołądkowych) i moczowego (zmniejsza stres antyoksydacyjny w nerkach, rozbija kamienie nerkowe). Cytokininy (roślinne hormony wzrostu) działają przeciwzakrzepowo, co ma duże znaczenie dla osób z problemami układu krążenia. Wodzie kokosowej przypisuje się również właściwości antybakteryjne, antywirusowe (zwalcza m.in. wirusa opryszczki oraz grypy), antyalergiczne oraz przeciwgrzybiczne. Płyn nie zawiera laktozy ani cukrów, może być więc spożywany m.in. przez cukrzyków czy osoby nie tolerujące mleka krowiego. Zawartość kwasu laurynowego (składnika występującego również w mleku matki) czyni z wody kokosowej idealny napój nawet dla małych dzieci.

surowe kakao
Ziarna kakaowca są też niezwykle bogatym źródłem antyoksydantów. W 100 gram ziaren znajduje się 10 gram czystych przeciwutleniaczy, co stanowi zawrotną sumę 10% ich całkowitej wagi. Są to substancje stabilne i bardzo łatwo przyswajalne przez organizm ludzki. Badacze Uniwersytetu Cornell dowiedli także, że kakao w proszku ma niemal dwukrotnie większe stężenie antyoksydantów niż czerwone wino i trzy razy więcej niż zielona herbata. Kolejnym niezwykle interesującym związkiem chemicznym obecnym w kakao jest fenyloetyloamina, zwana także związkiem chemicznym miłości. Jest to ta sama substancja, co związek wydzielany przez mózg w chwili przyjemności, ekscytacji i podniecenia seksualnego. Gdy czujemy, że szczęście nas opuszcza i nadchodzi depresja, poziom fenyloetyloaminy w mózgu znacząco się obniża. Nietrudno zatem zgadnąć, dlaczego czekoladki bywają najczęściej kupowanym prezentem na walentynki. Następnym związkiem, którego obecność potwierdza kojące właściwości ziaren kakaowca jest anandamid. Ten neuroprzekaźnik został wyodrębniony z czekolady dopiero w 1996 roku. Wydzielany on jest w szczególności w chwili snu i ogarniającego nas spokoju. Prawdopodobnie dlatego zwany jest związkiem chemicznym błogości.

spirulina
Stosowana jako suplement diety pomaga w walce z alergią. Jest bogatym źródłem: białka, witamin B,E,A, minerałów (potas, magnez, cynk, wapń, selen, fosfor, żelazo), aminokwasów, kwasu gamma-linolenowego ( kwas ten zapobiega nadciśnieniu i chorobom serca), kwasu pantotenowego (może wspomagać leczenie alergii). Spirulina ma działanie: odżywiające organizm, działa antyalergicznie, antywirusowe, wzmacniające system immunologiczny, odchudzające, wspomagające leczenie raka, odbudowujące wątrobę, wzmacniające włosy, skórę i paznokcie, obniżające poziom cukry we krwi, obniżające poziom złego cholesterolu, poprawiające działanie narządu wzroku.

maca
Maca, podobnie jak żeń-szeń, należy do roślin o właściwościach adaptogennych. Oznacza to, że roślina nie działa specyficznie, lecz usprawnia różne funkcje organizmu w zależności od jego potrzeb i uodparnia go poprzez szerokie oddziaływanie na fizjologię organizmu. Poza działaniem immunostymulującym, maca wykazuje też właściwości energetyzujące. Stosowanie zaleca się przede wszystkim w okresie rekonwalescencji, w leczeniu zespołu przewlekłego zmęczenia, w stanach osłabienia organizmu i wycieńczenia. Szczególnie poleca się ją osobom prowadzących aktywny tryb życia, wymagający intensywnego wysiłku umysłowego i fizycznego. Ponadto macy przypisuje się zdolność poprawiania nastroju, przeciwdziałania depresji i wspomagania procesów poznawczych (m.in. pamięci i koncentracji uwagi). Dzięki zawartości olejków gorczycznych, roślina wykazuje też silne działanie bakteriostatyczne i przeciwgrzybicze, a obecność fitosteroli sprawia, że maka może odgrywać ogromną rolę w regulowaniu poziomu cholesterolu.

Kolejną niezwykle istotną cechą maki jest zdolność normalizowania funkcji układu hormonalnego. Roślina stymuluje pracę podwzgórza i przysadki mózgowej – hormonalnych „centrów zarządzania” , które regulują pracę pozostałych gruczołów: tarczycy, jajników, jąder, trzustki, nadnerczy i innych. Regularna suplementacja maki wywiera korzystny wpływ na libido, potencję, płodność i funkcje rozrodcze organizmu, likwiduje zaburzenia miesiączkowania i łagodzi objawy napięcia przedmiesiączkowego, obniża poziom hormonu stresu, poprawia jakość snu, łagodzeni objawy towarzyszące menopauzie (może stanowić alternatywę dla hormonalnej terapii zastępczej), wspomaga leczenie osteoporozy u kobiet w okresie przekwitania i może łagodzić objawy trądziku.

Sproszkowany korzeń maki jest częstym dodatkiem do kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji włosów i skóry twarzy. Badania wykazują, że maca może zwiększać syntezę kolagenu, który odpowiada za odpowiednie napięcie, nawilżenie i młody wygląd skóry, a także odżywiać cebulki włosowe, wpływać korzystnie na strukturę włosów i zapobiegać ich wypadaniu.

jagody acai
Swoją popularność jagoda acai zawdzięcza przede wszystkim swoim właściwościom leczniczym, energetycznym i odżywczym, nie bez powodu nazywana jest cudem odżywczym oraz trafiła na pierwsze miejsce w rankingu Ten Best Superfoods. Acai dostarcza tyle niezbędnych minerałów, witamin, pierwiastków, aminokwasów i przeciwdziała tylu różnym chorobom i powoduje tyle pozytywnych efektów, że wydaje się to nie możliwe, ale tak jest, co potwierdzają liczne testy i badania. 100 gramowy ekstrakt z jagód acai zawiera 52.2 grama węglowodanów, 8.1 grama białek, 44.2 gramy błonnika oraz 32.5 grama tłuszczu.

korzyści dla organizmu ze spożywania jagód acai:
1. Zwiększenie energii witalnej;
2. Poprawa kondycji umysłowej;
3. Wzmocnienie i zwiększenie wydajności organizmu;
4. Redukcja zmęczenia;
5. Zwiększenie wytrzymałości i pracy układu mięśniowego;
6. Oczyszczanie organizmu;
7. Polepszanie trawienia i wypróżniania;
8. Łagodzenie stresu;
9. Spowolnienie procesu starzenia;
10. Poprawa funkcjonowania seksualnego;
11. Poprawa wzroku;
12. Wzmocnienie systemu odpornościowego;
13. Obniżenie poziomu złego cholesterolu i podwyższenie poziomu dobrego cholesterolu;
14. Obniżenie poziomu ciśnienia krwi;
15. Regulacja poziomu cukrów i tłuszczów w organizmie;
16. Regulacja wagi ciała;
17. Zapobieganie szkodliwemu działaniu wolnych rodników;
18. Poprawa ogólnego samopoczucia i zdrowia;
19. Hamowanie objawów i postępowania rożnych chorób, między innymi: raka, prostaty, Alzheimera i innych.
20. Pomaga zapobiegać osteoporozie.
21. Łagodzi objawy cyklu menstruacyjnego.
22. Wspomaga profilaktykę chorób serca.
23. Przeciwdziała infekcjom bakteryjnym, wirusowym i grzybiczym.
24. Posiada właściwości antymutagenne.
25.Pomaga zwalczać objawy refluksu żołądkowo-przełykowego.

jagody goji
Wielu ekspertów żywieniowych mówi, że goji berries to najzdrowsze pożywienie na świecie. Bogate w całe mnóstwo składników odżywczych, witamin i minerałów. Są kompletnym źródłem białka. Zawierają 19 różnych aminokwasów, w tym 8 aminokwasów egzogennych (które występują, tylko w pożywieniu i nie są produkowane w organizmie ludzkim) oraz 21 pierwiastków śladowych – między innymi cynk, żelazo, miedź, wapno, german (posiada działanie antyrakowe), selen, fosfor. Jest w nich 3 razy więcej żelaza niż w szpinaku. Goji posiadają 50 razy więcej witaminy C niż pomarańcza (trzecie miejsce na świecie wśród naturalnych źródeł tej witaminy) Niestety suszone jagody nie są bogatym źródłem witaminy C. W ich skład wchodzą, także takie witaminy jak B1,B2,B6 oraz witamina E. Jest to najbogatsze źródło karetonoidów, w tym beta karotenu. Zawiera go więcej niż marchewka i jakiekolwiek inne pożywienie na świecie. W goji znajdują się niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe, takie jak kwas linolowy, który jest pomocny w odchudzaniu oraz kwas omega 6. Beta-sisterol zawarty w jagodach ma działanie przeciwzapalne, a także obniża poziom cholesterolu. Jagody goji zawierają polisacharydy, które wzmacniają system odpornościowy. Naukowcy przypisują zdolności lecznicze i spowalniające proces starzenia jagód goji właśnie polisacharydom. Gdy się starzejemy nasze organizmy produkują coraz mniej hormonu wzrostu (HGH – Human Growth Hormone), który jest powiązany z procesem starzenia się. Goji to jedyne znane pożywienie, które stymuluje organizm do naturalnego produkowania tego hormonu. Goji berries to pokarm, który ma jedną z najwyższych zawartości antyoksydantów na świecie. Mają ich od 2 do 4 razy więcej niż czarna jagoda. Luteina i zeaksantyna, której ludzki organizm nie potrafi sam wyprodukować dostarczona w jagodach goji pomaga chronić oczy przed atakami wolnych rodników i naprawić uszkodzenia przez nie spowodowane. Prawdopodobnie ten owoc zawiera największą dostępną obecnie naturalną koncentrację zeaksantyny. W medycynie chińskiej od tysięcy lat polecało się jedzenie goji berries, aby poprawić wzrok. W Azji używano goji do regulacji wysokiego stężenia cukru we krwi oraz do leczenia cukrzycy. Pomagają one także oczyścić wątrobę z toksyn. Herbatka przygotowana z jagód goji pomaga na wszelkie problemy trawienne. Kwasy tłuszczowe i polisacharydy zawarte w jagodach mogą stymulować produkcję kolagenu i zatrzymywać wilgoć, co w rezultacie daje młodziej wyglądającą skórę.

nasiona chia
Nasiona chia stanowią obfite źródło kwasów tłuszczowych Omega 3 i Omega 6 w optymalnych proporcjach. Chia to również źródło witamin, minerałów i przeciwutleniaczy. Zawiera witaminy: E, B1, B3, wapń, fosfor, magnez, żelazo, cynk i niacyna. Charakteryzują się również wysoką zawartością łatwo przyswajalnego białka, (ok. 20%), głównie rozpuszczalnego w wodzie, o wysokiej masie cząsteczkowej).

Na długo zapewnia uczucie sytości i wspomagają proces trawienia w przewodzie pokarmowym. Pomagają w lepszym wchłanianiu się pokarmów, a to z kolei wspomaga wchłanianie substancji odżywczych wraz ze znaczącym uwodnieniem polepszającym wydalanie trucizn metabolicznych. Wynikiem tego jest szybka metaboliczna utylizacja w komórkach ustroju.

Ta efektywna asymilacja robi z chia bardzo skuteczny suplement diety, zwłaszcza podczas wzrostu i rozwoju u dzieci oraz nastolatków. Również zapewnia właściwy wzrost i regenerację tkanek podczas ciąży oraz karmienia piersią. Są bogatym źródłem wapnia, zawierają boron ważny minerał współdziałający z metabolizmem wapnia w ustroju.

Są polecane dla diabetyków, gdyż spowalniają wchłanianie cukrów i pomagają regulować ich poziom we krwi. Wspomagają nawilżanie organizmu ponieważ mogą zatrzymywać dziesięciokrotność swojej wagi. Ze względu na swoje właściwości hydrofilowe są efektywnym uzupełnieniem diety sportowców. Jedną z zadziwiających możliwości nasion chia są własności hydrofilowe – nasiona są w stanie zaabsorbować wodę w proporcji ponad 12 do 1 (wagowo). Ta własności utrzymywania wody koloidalnej przedłuża okres uwadniania organizmu. Płyny i elektrolity zapewniają środowisko, które wspiera procesy życiowe każdej komórki. Stężenie elektrolitów, ich skład podlegają regulacji, aby zachować jak najbardziej stałość warunków środowiska [homeostaza]. Poprzez konsumpcję nasion chia nasz ustrój utrzymuje bardziej efektywną regulację w odniesieniu do absorpcji pożywek i utrzymania odpowiednich stężeń płynów ustrojowych. Ta efektywność pozwala na lepsze utylizowanie płynów ustrojowych oraz utrzymania równowagi jonowej w organizmie.

proteiny ryżowe
Wytwarzane są z ryżu. Musimy jeść białko każdego dnia gdyż mięśnie i tkanki go potrzebują. Takie białko w proszku spożywane codziennie może poprawić stan naszego układu odpornościowego, ułatwia gojenie się ran, korzystnie wpływa na skórę. Możesz spożywać proteiny ryżowe codziennie nawet jeśli nie jesteś kulturystą. Może przyczyniać się do stabilizacji poziomu cukru we krwi.

© źródła informacji: bogutynmlyn.pl, organeoblog.pl, super-jedzenie.pl, urodaizdrowie.pl, mamzdrowie.pl, blackdresses.pl, wegetarianski.pl, poradnikzdrowie.pl, chinskieprzepisy.pl

koktajl1

Sam koktajl jest niezwykle prosty do zrobienia. Wystarczy, że zmiksujecie / zblendujecie ze sobą:

– stołową łyżkę surowego kakao
– stołową łyżkę spiruliny
– stołową łyżkę sproszkowanego korzenia maca
– stołową łyżkę jagód acai
– stołową łyżkę jagód goji
– stołową łyżkę nasion chia
– stołową łyżkę i pół protein ryżowych

Dobrze wykonany smoothie powinien być zielony (za sprawą spiruliny) i pachnieć gorzką czekoladą. Całość możecie dla ozdoby przyprawić jagodami goji i wedle uznania kawałkami gorzkiej czekolady.

koktajl1b

Zapraszam was również do obejrzenia filmiku z udziałem Mirandy:

Mam nadzieję, że wielu z was skorzysta z przepisu! Buziaki :*

dieta lifestyle przemyślenia sport

O tym, dlaczego przestałam wchodzić na wagę…

24 września 2014

W ciągu swojego 20-letniego życia wielokrotnie słyszałam komentarze na temat mojej wagi, lub jak kto woli … niedowagi. Odkąd pamiętam – byłam chudzielcem. W dzieciństwie po 4 roku życia zaczęłam intensywnie rosnąć, a procent tkanki tłuszczowej był minimalny. Przeglądając zdjęcia można nawet zauważyć piękny naturalny sześciopak – nie, nie uprawiałam sportu, byłam po prostu ruchliwa. Miłość do aktywności fizycznej od najmłodszych lat próbował zaszczepić we mnie tata – były narciarz biegowy, który przez kontuzję musiał przerwać swoją karierę – historia jakich wiele, niestety takie jest życie. To on wyleczył mnie chwilowo z tzw. cykorzenia – strachu przed upadkiem, utonięciem po wrzuceniu na głęboką wodę, zdartym kolanem czy niepowodzeniem w pierwszej jeździe na rowerze bez asekuracji. Był konsekwentny, ale to pozytywna cecha każdego trenera.

W pierwszych latach podstawówki zniechęciłam się do jakiejkolwiek aktywności fizycznej przez zajęcia korekcyjne, na które zmuszona byłam uczęszczać przez wadę kręgosłupa. Zadawane ćwiczenia powodowały ból, instruktor nie robił z tego większego problemu, ba udawał, że go nie ma – ale czego więcej oczekiwać od emerytowanego wuefisty w małej mieścinie – na pewno nie profesjonalizmu i na pewno nie w tamtych czasach.

Widząc akcję promowaną przez Annę Lewandowską ‚Stop zwolnieniom z WF’ mimowolnie się uśmiecham. Do pierwszej klasy LO był to znienawidzony przeze mnie przedmiot. Zaczęło się w czwartej klasie podstawówki, gdzie po raz pierwszy przydzielono wszystkim wuefistę – na dodatek zupełnie niekompetentnego, nie szczędzącego szyderczych uśmieszków i komentarzy na nasz temat kierowanych do drugiego nauczyciela wychowania fizycznego. On nie uczył – on wyśmiewał. To właśnie wtedy pojawiła się pierwsza, zacięta rywalizacja pomiędzy urodzonymi mezomorfikami, endomorfikami i ektomorfikami. Ja należałam do tych ostatnich. Nie oznacza to, że tacy ludzie nie mają potencjału do sportu – wręcz przeciwnie – należy je odkryć. Ja nie miałam warunków do ich odkrycia, w domu zresztą na swoje narzekania słyszałam krótki komentarz ‚nie możemy być ze wszystkiego najlepsi’ – nawiązywał on do mojej nauki. Uczyłam się dobrze. Obraz kujona bez koordynacji ruchowej to najlepszy pretekst do żartów właśnie na godzinach wychowania fizycznego. Wielokrotnie byłam kozłem ofiarnym i punktem celowych, silnych piłek setowych od najbardziej wysportowanych dziewczyn, chcących zaimponować przystojnym wuefistom. Brak różnorodności w trakcie zajęć, ograniczający się do rzucenia piłki dzieciakom lub odświętne ćwiczenia na sprawdzenie wytrzymałości, kończące się tygodniowymi zakwasami to nie jedyny powód, dla którego organizowana przez żonę polskiego napastnika wydaje się śmieszna. Nie ma opcji, żeby ludzie z dnia na dzień pokochali sport w imię wyższych idei. Potrzebny jest bodziec i odpowiednia osoba, która przeprowadzi nas z trudnej drogi nienawiści do miłości.

Wracając jednak do mojej historii ze sportem. Gimnazjum – kolejny okres porażek i niepowodzeń. Prócz wspomnianego przeze mnie wyżej braku różnorodności doszedł fakt, że wuefista, który prowadził nasze zajęcia – znał mojego ojca. ‚Nie wdałaś się w tatę.’ – kwitował krótko za każdym razem, gdy omdlewając przebiegałam szóste kółko wokół szkoły w najgorszy mróz, dusząc się, krztusząc, nie czując nóg. Wielokrotnie przez takie hartowanie organizmu chorowałam na zapalenie oskrzeli, dwukrotnie na zapalenie płuc. Kiedy na dworze robiło się odpowiednio zimno (temperatura spadała poniżej 5 stopni Celsjusza), mogliśmy w końcu wrócić do murów szkoły i grac w uwielbianą przez mezomorficznych mutantów siatkówkę. Wyjątkiem rozrywek była koszykówka – której również nie ogarniałam, rzucanie piłkami lekarskimi – nieprzystosowanymi wagą do budowy ciała połowy uczniów, czy też wiszenie na drążku – bez wcześniejszej rozgrzewki. Dlaczego mówię bez rozgrzewki? Prowadziły ją najczęściej osoby niemające pojęcia o poszczególnych ćwiczeniach.

To właśnie w gimnazjum jedna z uczennic, chcąc zrobić sensację – wycelowała we mnie siatkową piłkę setową, której nie tylko nie odebrałam w należyty sposób, ale również oberwałam w nos, który – jak niedawno się okazało – został złamany. Nie zdawałam sobie tego sprawy do tego roku, do momentu, aż usłyszałam od otorynolaryngologa, że mam nos pourazowy ze skrzywioną przegrodą, dlatego oddycham jedną dziurką i mam ‚głos nosowy’. Nikt kompetentny nie zauważył złamania. Nos bolał, puchnął. O odszkodowaniu mogę w tej chwili pomarzyć. Gdy nadchodziły końcowe dni zimy – nawet zanim weszliśmy w kalendarzową wiosnę – ponownie wychodziliśmy na dwór rzucać oszczepem – oberwałam w głowę, kulą – zmiażdżyłam sobie stopę, a nawet grac w piłkę ręczną – wówczas zostałam z całej siły popchnięta na betonowe, chropowate boisko i zdarłam sobie skórę z kolan, dzięki czemu blizny posiadam do dnia dzisiejszego. I jak tu pisać o pozytywnych wspomnieniach?

W drugiej gimnazjum powiedziałam sobie – dość upokorzeń. Nie miałam wiele siły, ponieważ nigdy nie ćwiczyłam z naciskiem na trening siłowy, za to moim ogromnym atutem była elastyczność ciała. W domowym zaciszu zaczęłam się rozciągać – właśnie za szpagat otrzymałam pierwszą pozytywną ocenę z wf. Żebyście widzieli miny zazdrosnych mezomorficznych mutantów, które następnie tak jak ja za wszelką cenę chciały dojść do takiej formy – oczywiście z niepowodzeniem. Stretching był moją pierwszą ulubioną formą aktywności fizycznej. Później doszły brzuszki, lekkie hantelki, dzięki którym nieco bardziej wyrzeźbiłam swoją sylwetkę. Pod koniec trzeciej gimnazjum wuefista zdecydował się dać mi piątkę na koniec roku dzięki czemu miałam najwyższą średnią w szkole. To był mój motor do działandb8a2fbcab8f8c06775d71875b99f132ia – niby nic, a jednak ktoś, kto przez bite dwa lata widział we mnie łamagę, w końcu docenił moje starania. Przez wakacje dzielące gimnazjum i początek LO intensywnie ćwiczyłam. Moja wydolność i siła skoczyły ku górze, potrafiłam nie tylko z odpowiednią siłą zaserwować piłkę w siatkówce, ale również bez większego wysiłku przepłynąć 60 długości na basenie, co dało mi ocenę celującą na koniec. Właśnie w liceum okres przestał być moją wymówką do ćwiczeń, nauczycielka doceniła to, że nie miałam zwolnień, tak jak większość koleżanek. Moje zainteresowanie aktywnością fizyczną rosło z dnia na dzień. W drugiej LO, po przeprowadzce do innego miasta raczej trzymałam się mezmoroficznych mutantów, przez co żaden z wuefistów nie widział we mnie tej dawnej, zakompleksionej, niepewnej swoich sił dziewczyny. Zabawne, że przez chwilę nawet myślałam o studiowaniu na AWF. Doszłam jednak do wniosku, że sport może być w moim przypadku hobby – niekoniecznie formą zarabiania pieniędzy…

Wracają jednak do tematu tytułowego postu. Waga i jej wahania wciąż są moim problemem. Może zabrzmi to śmiesznie, ale chcę przytyć… W szczytowej formie ważyłam 55 kg. Przed maturą gwałtownie schudłam – prawie 8 kg – nie jest to normalne, więc postanowiłam udać się do lekarza, który następnie skierował mnie do endokrynologa, ten natomiast zlecił wszystkie istotne badania, po których okazało się… że jestem zdrowa. Nikt do końca nie wie, co było powodem mojego gwałtownego spadku wagi. Obsesyjnie próbowałam wrócić do upragnionych 55 kg, jednak z czasem zrozumiałam, że nadmierne jedzenie i wpychanie w siebie na siłę nie przynosi niczego innego poza zmęczeniem, ociężałością i brakiem chęci do ćwiczeń. Trenowałam dalej, zauważyłam przyrost tkanki mięśniowej i zadowolona postanowiłam wejść na wagę. To co ujrzałam – przeraziło mnie kompletnie. 47 kg oznaczało alarmującą niedowagę. Przesadziłam z ćwiczeniami – myślałam. Przestałam ćwiczyć początkowo na tydzień – zaczęłam więcej jeść. Kolejne sprawdzanie wagi wprawiało mnie w kompletne osłupienie. 46 kg… 45 kg… 44,5… Udałam się ze swoim problemem do dietetyka, który rozpisał mi racjonalny jadłospis na cały tydzień. Trzymałam się go jak tonący brzytwy, 6 posiłków dziennie, co 3 godziny. Stawałam na wagę i nic. Wciąż niedowaga. Nie rozumiałam tego. W lustrze nie widziałam kościotrupa – wręcz przeciwnie – zdrową, szczupłą osobę. Dzieliłam się swoimi problemami z przyjaciółką, która dolała oliwy do ognia, kiedy się spotkałyśmy – Faktycznie schudłaś… – stwierdziła – Tu, na buzi… – Jej subiektywna opinia wprowadziła mnie w jeszcze większy smutek. Do tego doszedł brak ćwiczeń, które nie oszukujmy się: kocham – depresja gwarantowana. Zaczęłam przeglądać artykuły na temat wrodzonej chudości, tego, że organizm może mieć tendencję do zamieniania kcal w ciepło – a nie ich magazynowania. Wyczytałam również, że dobrym sposobem na nabranie masy mogą być ćwiczenia siłowe – na początek jednej partii ciała. Czemu nie – pomyślałam – Zawsze to jakiś powrót do ćwiczeń. I zaczęłam ćwiczyć. Najważniejszy jest jednak paradoks całej tej historii. Ostatnio przy okazji wizyty u weterynarza postanowiłam stanąć na wagę. Ujrzałam śliczną, nieprawdopodobną liczbę 50 kg. Z zaciekawieniem spojrzałam na lekarza pytając, czy ta waga działa na ludzi tak samo jak na zwierzęta. Odpowiedział, że tak. Nie ukrywając radości popędziłam do domu i postanowiłam dokładnie obejrzeć wagę. Okazało się, że majstrowała przy niej moja mama, która odejmowała sobie kilogramy, by poczuć się lepiej po stanięciu na wagę.

Wiesz kochanie, mi to poprawiało humor, a Tobie dało mobilizację do tycia.

#takbardzooszukana
#nieufamwagom
#czujsięzdrowowewłasnymciele

dieta owoce zdrowie

Smoczy owoc

19 września 2014

f25a989038ced0941d5a6987b1956edd

Niskokaloryczna, bogata w witaminy B, C i E oraz w wapń i fosfor – niezbędne do wzrostu zdrowych, lśniących i silnych włosów. Jak na tropikalny owoc przystało w 80% składa się z wody, dlatego doskonale nadaje się do zgaszenia pragnienia na przykład po intensywnym treningu – coś o tym wiem. Duża ilość antyoksydantów pozwala zachować młodość i chroni przed czynnikami nowotworowymi, a ekstrakt z owocu należy do substancji przeciwdziałających starzeniu się skóry! Czego chcieć więcej?

Continue Reading