Artykuły przemyślenia Strona sztuka

Cienka granica pomiędzy sztuką, a szaleństwem.

29 stycznia 2017

Nie będę ukrywać. Do napisania artykułu na ten temat przymierzam się już od dłuższego czasu. Analizując fenomeny (i porażki) niektórych osób w show biznesie, wielokrotnie zadawałam sobie pytanie: Co tak naprawdę decyduje o osiągnięciu sukcesu? Przypadek, czy może coś więcej? Osobowość, zbiór wypadkowych środowiska, w którym się znajdujemy, a może ludzie, którzy staną na naszej drodze? Wielu specjalistów i coachów twierdzi, że nie ma na świecie takiej osoby, która osiągnęłaby coś więcej niż realizacja przeciętnych marzeń samotnie. Mimo to tak często słyszymy o samotnych ludziach sukcesu, że znalezienie złotego środka może wprawić niejednego w zakłopotanie. Dlaczego jedni z miejsca zyskują uznanie, gdy tuż obok, twórczość innych jeszcze długo po śmierci kojarzona jest z szaleńczą i niezrozumiałą wizją? Sztukę i szaleństwo – podobnie jak miłość i nienawiść – dzieli bardzo cienka nić.

Myśląc o niewykorzystanym artystycznym potencjale, który tkwi praktycznie w każdym z nas, często przypominam sobie swoje własne szkolne czasy. Wielu nie zdaje sobie bowiem sprawy z tego, że do stłumienia ogromnej ilości talentów jeszcze w zarodku, przyczyniają się ludzie, w których ręce powierzają nas nasi rodzice. Tak, mam na myśli nauczycieli. To przykre, ale w tym zawodzie z powołaniem mija się spora ilość ludzi, którzy pomimo posiadania odpowiedniego papieru, niekoniecznie wykonują swoją pracę należycie. Ile razy wątpiłeś w swoje umiejętności muzyczne przez wybujałe ego nauczycielki? Jak często zdarzało Ci się odrysowywać postacie przez szybę, bo po wielokrotnych próbach samodzielnego podejścia do rysunku, zwyczajnie odpuściłeś? Faworyzowanie nielicznych, nieukrywana krytyka wobec słabszych, to zaledwie kropla wody w oceanie, jeżeli brać pod uwagę błędy w nauczaniu.

Odchodząc od szkoły i nauczycieli, warto zastanowić się ilekroć sami wchodziliśmy w rolę oceniającego. W dzisiejszym świecie niemalże z każdej strony jesteśmy bombardowani szeroko pojętą sztuką. W dobie egoizmu i przewyższania wartości nad treścią, wszyscy możemy być twórcami. Kreowanie talentu z niczego stało się niezłą maszyną do zarabiania pieniędzy. Rodzice, którzy mogą sobie na to pozwolić, inwestują w dzieciaki, dokładając im, często wbrew naturalnym predyspozycjom, coraz to więcej obowiązków i zajęć. W globalnym wyścigu szczurów ciężko dostrzec ten prawdziwy talent. Jako ludzie, nie od dziś popełniamy pomyłki w ocenie. Wystarczy przypomnieć sobie geniuszy wykpiwanych za życia, których ludzkość doceniła dopiero po ich śmierci.

Poznajesz? A czytając tego bloga i śledząc moje poczynania w sieci i upodobania powinnaś/powinieneś. To Shia LaBeouf. Taki tam aktor, w którym szaleńczo bujałam się w dzieciństwie za sprawą postaci granej przez niego w shit-serialu dla młodzieży, wdzięcznie zatytułowanym „Świat Nonsensów u Stevensów”. Możesz go kojarzyć z Transformersów, teledysku Sii, licznych memów i wielu irracjonalnych skandali. Zdarzało mu się chodzić z papierową torbą na głowie po czerwonym dywanie, a także oglądać samego siebie na wielkim ekranie przez trzy dni pod rząd. Ale nie o tym chciałam. O skandalach, wpadkach i aresztowaniach możesz przecież poczytać sobie na serwisach plotkarskich. Wybrałam LaBeoufa, bo na chwilę obecną wydaje mi się perfekcyjnym przykładem niezrozumiałej przez większość przegranej jednostki. Człowieka, u którego zamierzona działalność artystyczna płynnie chwilami przeplata się z objawami kompletnej utraty zmysłów. Wspólnie z Nastją Säde Rönkkö oraz Lukem Turnerem, należy do kolektywu artystycznego, w którego ramach wszystkie jego działania mają wpisywać się w formę sztuki znanej szerzej jako współczesny performans.

Do najgłośniejszych działań grupy, należy wystawa w Los Angeles o tytule #IAMSORRY z 2014 roku, gdzie był główną atrakcją. Artysta w czasie trwania wystawy siedział w małym, przyciemnionej przestrzeni, do której mogli wchodzi fani i spędzić z nim kilka minut sam na sam. Aktor nie mógł reagować na obecność innych osób. Jak później wyznał, w trakcie happeningu nie tylko doszło do wyzwisk czy popychania, ale rzekomo został zgwałcony. Artysta twierdził, że podczas wystawy jakaś kobieta najpierw go rozebrała, a później zgwałciła i uciekła.

Otwarcie wyraża swój sprzeciw wobec prezydenta Trumpa. Dowodem na to jest najnowszy projekt, rozpoczęty 20 stycznia, czyli w dniu inauguracji nowego prezydenta. „He will not divide us” to protest artystyczny, do którego udziału Shia, Nastja i Luke zapraszają wszystkich chętnych. Przez całą kadencję Trumpa na ścianie Muzeum Ruchomych Obrazów w dzielnicy Queens będzie włączona kamera, do której można wykrzyczeć hasło „Nie damy mu się skłócić„.

Zresztą. Czemu pisać tylko o LaBeouf, skoro takich osób jest setki tysięcy, a może nawet miliony. Nie musisz szukać daleko, wystarczy, że spróbujesz na serio zinterpretować teksty twenty one pilots. Wbrew temu, jaką politykę uprawia wytwórnia muzyczna, do której należą, ich twórczość to nie są „rozrywkowe piosenki”. Chyba, że lubisz bujać się w rytm słów o śmierci, nie wnikam, nie komentuję. Być może to też pewien rodzaj sztuki, o którym nawet nie wiesz. Ilekroć wrzucam w sieć cokolwiek od siebie, nie ma dnia, godziny, minuty, sekundy bez pytań o znaczenie. The funny thing is, there is no one, particular meaning. A lot of you have no fucking idea, that what am I doing here is also an art. To understand that this is not madness, you must choose to take the first step. If you don’t know how, be aware, that your spirit with an enlightened, open mind is always there to show you how to take path that leads and lets you return to roots.

You Might Also Like