geek zone przemyślenia social media

HTTP 404

11 czerwca 2016

Czy kiedykolwiek, zakładając konto na jednym z portali społecznościowych, choć przez chwilę zastanawiałeś się, czy naprawdę tego potrzebujesz? A może należysz do grona osób, których jedynym powodem posiadania konta na Facebooku jest forum grupowe studentów z Twojego rocznika? Z dnia na dzień, bombardowana coraz to nowszymi, szokującymi informacjami coraz bardziej mam ochotę rzucić to wszystko i zaszyć się w swoim własnym świecie, z dala od sieci. (…)

39280c2c60ef46e18a4839892ac155fc 0aac77e072e007b8be1c1bcc71433a2e

(7a2f36ff9e02f01500eb45d31e19426f…) Skasować profile na Instagramie, Twitterze, Pintereście, Tumblrze, Snapchacie (błagam, nie każ mi tego wszystkiego wymieniać). To zabawne, bo jedynym powodem, jaki trzyma mnie przy posiadaniu tych wszystkich kont jest ten właśnie magazyn. Magazyn, będący zbiorem całej mojej dotychczasowej, dziesięcioletniej działalności w Internecie. Czymś, co w pewien sposób ukształtowało moje obecne poglądy. Moją twórczością. Z jednej strony czytam o nieograniczonych możliwościach dawanych przez budowanie wiernej społeczności odbiorców w sieci, z drugiej – dowiaduję się, że na drugim krańcu globu moja rówieśniczka, będąca dla mnie niegdyś ogromną inspiracją muzyczną (dzięki Niej zaczęłam nagrywać covery), zmarła na wskutek obrażeń w wyniku rany postrzałowej w głowę. Chwilę później, nie do końca otrząsnąwszy się z poprzedniej informacji, trafiam na kolejną – niewiele młodszy ode mnie nastolatek zwierzył się za pośrednictwem Snapchata o zamordowaniu przyjaciela. I właśnie za tego rodzaju stek dołujących wiadomości, pałam do social mediów coraz większą nienawiścią. Mogłabym rozpisać się na temat swojej relacji z Christiną, oraz o tym, jak bardzo okrutny jest ten świat i ludzie, ale tego nie zrobię. Możesz mieć mnie za nieczułą heterę, ale…

Przez powszechny dostęp do broni, w ciągu tygodnia w Stanach Zjednoczonych giną setki ofiar. W ciągu miesiąca – tysiąc. Dlaczego więc, kiedy krwawe strzelaniny w USA przybierają postać epidemii, na pierwszym miejscu w hashtagach na Twitterze widnieje tylko jedno imię? Bo większość ludzi jest podatna na to, czym karmią nas media.

bez tytułu

Mapa śmierci, czyli miejsca, gdzie w wyniku strzelaniny ginie najwięcej ofiar.

Huffington Post po pamiętnej masakrze w Newtown, gdzie szaleniec zabił z broni maszynowej kilkadziesiąt osób, w większości dzieci, postanowił policzyć skalę ofiar broni palnej w USA. Zaledwie tydzień po tragicznym wydarzeniu w Stanach Zjednoczonych zostało zastrzelonych ponad sto osób.

Przygnębiające, prawda? Żyjemy w świecie, gdzie media bezceremonialnie karmią nas skrajnie różniącymi się emocjami. W świecie, gdzie z jednej strony – każdego dnia dowiadujemy się o wyrywkowych tragediach z różnych części globu, a z drugiej ktoś znowu podsyła Ci śmieszny do szpiku kości mem, parodię na YouTube czy kolejną lip sync battle. Na dłuższą metę taka dawka emocji może być trudna do wytrzymania.  Dlatego nauczyłam się nabierać dystansu do bombardujących mnie informacji. W innym przypadku – oszalałabym.

Okey, ale jak przechodzić wobec tak okropnych wiadomości obojętnie?

Moja korepetytorka od aktorstwa nazywała to efektem mydlanej bańki. To dobry sposób na przybranie postawy obronnej niemalże w każdej życiowej sytuacji. Mi przykładowo „bańka” ułatwia wejście w nawet najbardziej ośmieszającą rolę – Tobie – z pewnością pomoże zdystansować się do tego, o czym pisałam wyżej. Wyobraź sobie, że żyjesz w mydlanej kuli o wybiórczej powłoce. Selekcjonuj przepływające informacje, nie daj się ogłupić, nie łykaj i nie przeżywaj wszystkiego jak nastolatka w fazie przedmiesiączkowej. Zanim pozwolisz, by emocje wzięły nad Tobą górę, weź dziesięć wdechów i przeanalizuj wszystko w swojej głowie. To naprawdę ułatwi Ci życie. Nie twierdzę, że nie wypada odczuwać smutku z powodu śmierci idola. Sama jestem głęboko poruszona dzisiejszą wiadomością. Ta sytuacja daje sporo do myślenia w wielu płaszczyznach. Ale to już temat na osobny wpis.

You Might Also Like