Artykuły przemyślenia

#ilovehateher

5 stycznia 2017

Ostatnio wpadłam na genialny (skromność) pomysł i przedstawiłam go Sandrze. Ku mojemu zaskoczeniu, naprawdę jej się spodobał i postanowiłyśmy go zrealizować. Pomysł ten polega na napisaniu kilku(nastu) słów na temat tego, dlaczego się kochamy i jednocześnie nienawidzimy. To połechta nasze ego na początek roku i jednocześnie pokaże, co jeszcze jest do poprawki. Dodam tylko na marginesie, że obie pisałyśmy swoje fragmenty osobno, jest to kompletny eksperyment i … nie wiemy właściwie co z tego wyjdzie.

Obie części są cholernie trudne do napisania. Nie chcesz przesadzić, ale jednocześnie chcesz być szczera do bólu, bo takie właśnie jesteśmy. Prawdą jest również to, że jesteśmy do siebie bardzo podobne (oczywiście, że mam na myśli charakter – Sandra to przecież blondyna, a ja piękna szatynka). Tak naprawdę chwalenie jej czy krytykowanie, po części będzie dotyczyło też mojej osoby…

Nie wyobrażacie sobie jak złożony jest ten post i ile aspektów (w zakresie psychologicznym) dotyczy. Zacznę od tej „gorszej” strony, bo lepiej będzie to czytać. Chociaż wszyscy wiemy, że tak naprawdę Z A W S Z E dłużej pamięta się te negatywne cechy.

I HATE HER FOR:

Sandra zapomina głoszonych przez siebie niegdyś opinii na dany temat i to jest kwestia, w której spieramy się już od dobrego roku. Dodam tylko, że mam cholernie dobrą pamięć do tego, co/kto/kiedy powiedział. Jednym słowem – wytknę ci wszystko (taka ze mnie suka). Sandra za to nie pamięta NIC. Bożeee, jak mnie to wkurwia. Wypiera się KAŻDEGO zdania, które różni się od tego, które ma obecnie. Nie wiem czy robi to specjalnie, czy naprawdę nie pamięta, lub opacznie ją rozumiem (za każdym razem), ale takie sytuacje są na porządku dziennym.

Mamy bardzo, bardzo, BARDZO podobne poczucie estetyki, jednak zdarzają się chwile kiedy jest ono… inne, a wtedy niech cię ręka boska broni jeśli jesteś w jej pobliżu. Obie jesteśmy obrzydliwe uparte. Nie mamy w słowniku pojęcia „kompromis” i zawsze mamy swoje argumenty, żeby udowodnić, że dane zdjęcie z tumblra (ja) jest lepsze niż to z pinteresta (Sandra) i na odwrót. Jesteśmy w stanie kłócić się o to godzinami i w efekcie nie wybrać żadnego…

Jest wredna. I to tak na maksa. Nigdy nie będzie się z tobą cackać. Ja wiem, ten początek brzmi całkiem jak zaleta, ale uwierzcie mi, gdy włączy jej się odpowiedni tryb, sprawi że poczujesz się na dnie dna, tak, jak to wytłumaczyła Rachel.

Sandra jest humorzasta i kapryśna. Nie powiem dziecinna, ale no… daleko nie jest. Trzeba trafić na jej odpowiedni humor i mieć przygotowany zestaw akcji / reakcji na jej zachowanie. To nie tak, że jest Ona prostą osobą i można przewidzieć jej zagrania. Na pewne z nich można się „przygotować” (albo chociaż próbować). Zawsze wyczuje moje słabe punkty i nie stara się powiedzieć czegoś „jakoś tam na około”. Nie. Wali prosto w środek. Bezpośrednio. Bez znieczuleń.

I LOVE HER FOR:

Tu jest ciężko, bo nie wiem co wybrać, żeby najlepiej Wam przedstawić osobę Sandry, jednocześnie (może zabrzmi to creepy), nie chcę się tym dzielić ze światem, bo to … moja Sandra.

Jest konkretną, lakoniczną, zimną perfekcjonistką. Wie czego chce i wie, jak do tego dążyć. Zna swoją wartość i swoją cenę, i doskonale wykorzystuje to przy pracy nad każdym projektem.

Ma niesamowite poczucie estetyki, a jeżeli nie znajdzie czegoś, co jej odpowiada w kwestii artystycznej po prostu zrobi to sama. Po prostu. Jest inspiracją dla mnie każdego dnia. Dosłownie. Od ponad roku nie było dnia, w którym byśmy nie rozmawiały.

Ma odwagę mieć duże marzenia w tak ograniczonym kraju. Stawia czoła i konfrontuje się z największymi debilami internetu, ale spokojnie nie jest tylko „mocna w gębie” za kolorowym szkiełkiem. Niejednokrotnie walczyła o swoje poglądy w prawdziwym życiu. Robi to właściwie każdego dnia i za to ją podziwiam.

Jej umiejętności w dziedzinie edytowania tekstu, tłumaczenia go, tworzeniu designu, prowadzeniu stron i social mediów jest nie do opisania. Wieloletnie doświadczenie stworzone tylko na bazie bycia ciekawą osobą (samouk). Ta dziewczyna niewiele komukolwiek zawdzięcza. Od małego pracuje na swoje własne imię i chce żeby tak właśnie zostało. Co za tym idzie, jest bardzo zaradną osobą, która zawsze będzie miała na siebie plan. Rozumie mnie i wspiera w moim szalonych pomysłach i poczynaniach, ale w odpowiednim momencie wie, kiedy sprowadzić mnie na ziemię i pokazać mi prawdę, której często się boję (mam ogromną wyobraźnię i lubię tam pomieszkiwać).

Jest starszą, bardziej doświadczoną, przyziemniejszą wersją mnie. Czy może być lepszy komplement niż ten?

I LOVE HER FOR:

W czasie refleksji nad bliskimi, dużo łatwiej jest wymienić cechy pozytywne, dlatego w celu rozkręcenia się, zacznę właśnie od nich. Za co Cię kocham, lubię, podziwiam, szanuję? Od momentu, w którym się poznałyśmy zmieniłaś się nie do poznania. Na lepsze. Pamiętam Cię jako młodą, niedoświadczoną dziewczynę, od której na wszystkie strony buchała zawziętość mieszana z rosnącym poczuciem pewności siebie i niezłomnej wiary w swoje możliwości. To zabawne, bo wtedy prowadziłaś tylko (i aż) stronę. Czy to możliwe, że nasze hobby z dzieciństwa wzmocniły cechy naszych charakterów, które w chwili obecnej są u nas dominujące? Cieszę się, że szybko wyrosłaś z inspirowania się mną (nie jestem wzorem godnym do naśladowania). Stałaś się fantastyczną, altruistyczną dziewczyną, niosącą pomoc wbrew temu, co pomyślą i powiedzą inni. Podziwiam Twoją odwagę i umiejętność upomnienia się od świata o to, co Ci się należy. Nie mam tu na myśli brawury, lecz zdolność do konstruktywnych działań pomimo niepewności, strachu i  zdolność do trzeźwego myślenia, odpowiednich działań i mimo bujania w obłokach – przemyślanych i wykalkulowanych decyzji w sytuacjach kryzysowych. Uwielbiam Twoje poczucie humoru. Chociaż zdarza nam się nie kliknąć w te same vibes, zazwyczaj śmieszy Cię to, co mnie – uwierz, niewiele jest takich osób! Pomijając oczywiście naszych czytelników, ale to się nie liczy (sorry guys). Jak już sobie coś postanowisz, konsekwentnie brniesz do celu, by spełnić marzenia. Nie poddajesz się, kiedy coś nie wyjdzie, tylko znajdujesz motywację do jeszcze większego działania. W pewnych momentach jesteś dla mnie osobą, która dosłownie C I Ą G N I E w górę. Antydepresantem. Paliwem. Receptorami sprowadzającymi człowieka twardo (czasami zbyt twardo) stąpającego po ziemi na właściwą ścieżkę bujania w obłokach i przywracającymi „usposobienie lwicy” w walce o realizację postanowionych celów. Oprócz charakteru warto byłoby też wspomnieć o tym, jak bardzo podziwiam Cię za całokształt, w który wchodzi też, o tak, moja miła: WYGLĄD. W porównaniu do mnie, jesteś uosobieniem wszystkiego, czym nie jestem. Jesteś odzwierciedleniem K-O-B-I-E-C-O-Ś-C-I. Tak jakby postawić obok siebie Beyonce (to Ty) i  Lily Rose Depp (to ja – początkowo chciałam wpisać Carę Delevigne, ale obie wiemy, że nie mam tak ostrego typu urody, chociaż bardzo chciałabym być rasowym Tomboyem). Masz piękne, brązowe włosy, symetryczną twarz, zajebisty owal twarzy, piękną oprawę oczu, zajebiste oczy, ja pierdziele wpadam w kompleksy, figurę, dobry styl. Gurl, kiedy Ty ubierasz się lepiej niż niejedna blogerka modowa na świecie (Polska to niskie standardy), ja chodzę w piżamie noszonej pod jeansami i oversize’ową hoodie. (Albo w samej piżamie – Sylwester 2017). I tym oto pięknym akcentem przechodzę z zalet w potencjalne wady.

I HATE HER FOR:

*8-godzinna przerwa na rozmyślanie*

00:13


Nienawidzę Cię. Za to, że poświęciłam 8 godzin swojego marnego i szarego życia na rozmyślanie „czego w Tobie nie lubię”. Po pierwsze – jest to bolesne. Po drugie – idiotyczne. Po trzecie – destrukcyjne. Jakim debilem trzeba być, żeby wpaść na pomysł wpisu przyciągającego tłumy tylko dlatego, że wytykamy sobie brudy? A no takim jak Ty. (BANG!) Nie no, żartowałam. Jesteś inteligentna (fuck, przecież to zaleta!). Nie mogę traktować jako wady wszystkich następstw tego, że z punktu widzenia starszej osoby, jesteś słabo doświadczona życiem. Czego niby ja mogłam doświadczyć, czego Ty nie miałaś okazji? (pytanie retoryczne, jednocześnie głupie). A mimo to, czasami mam wrażenie, że czujesz się tak, jakby młodość trwała wiecznie. Jakbyś miała na wszystko czas, dlatego – zamiast działać, mówisz, że chcesz działać. To logiczne zaprzeczenie porządku świata, a przynajmniej dla kogoś takiego jak ja. Kogoś, kto machinalnie, każdego dnia wypełnia punkt po punkcie z kalendarza niczym Roy Waller („Naciągacze”). Kiedy Ty chcesz robić rzeczy, będące częścią zdobywania konkretnych narzędzi do osiągania celu, ja je ROBIĘ. I to denerwuje mnie najbardziej. Mam wrażenie, że utknęłaś w impasie planowania, ograniczając swoje działanie do minimum. Masz też silną potrzebę udowadniania swoich racji, będąc jednocześnie chłodną i wyrafinowaną suką na wszelkie moje próby wytrącenia Cię z równowagi. Czasami czuję się jak Edward próbujący wedrzeć się do mózgu Belli nieświadomie chroniącej samą siebie tarczą (czytał ktoś sagę Zmierzch? Nie? To do książek). Nawet jeśli mam wrażenie kontrolowania narastających emocji w naszych kłótniach, Ty i tak nie dasz tego po sobie poznać. Jak grochem o ścianę. Biorąc pod uwagę nasze toksyczne momenty, to nadal Twoja zaleta. Więc przejdźmy do wad! Kalkujesz angielski na polski! Girl! Jesteś kilka tygodni w UK, a zaczynasz gadać jak Berry po 70% życia w anglojęzycznej klasie. Jako studentka językoznawstwa i wszelkich procesów zachodzących podczas nauki języka i przebywania w obcym kraju, dostaję jasnej cholery widząc Twoje spolszczenia angielskiego i zangielszczenia polskiego. Get ~ kur Warszawa nie hoduje ~ over z tym! Nienawidzę Twojej skłonności do ryzyka. Z punktu widzenia tchórza, czyli mojego, Ty cały czas balansujesz na krawędzi. Rzucasz się niczym płotka w środek oceanu i jeszcze umiesz pływać, omijając paszcze rekinów! NIKT NORMALNY TAK NIE ROBI. Ledwo zna język na poziomie B1, wpisuje­­ w CV C2 i dzięki swojemu flow i umiejętnościom aktorskim dostaje bez problemu staż w jednej z najlepszych gazet jakie znam. (Ja Ci kibicuję, ale przeciętny Polak załamałby się z zazdrości). Czasami mam wrażenie, że mi matkujesz. A to by oznaczało, że zrównujesz moje psychiczne odchyły z dziecinnością! Tak się nie robi. To po prostu niegodne mojej osoby.

Ale najlepsze zostawiłam na koniec. Nie cierpię faktu, że n i e w y o b r a ż a m sobie bez Ciebie życia.  Pasożycie jeden. Ja, niezależna Sandra, odcinająca się od jak największej ilości homo sapiens, nie wyobrażam sobie życia bez Katarzyny P. A to dlatego, że mamy relację typu borderline. I obie potrzebujemy psychiatry. Co teraz?

***
zdjęcia: pinterest/tumblr.

You Might Also Like

  • Zuzia

    O matko,dziewczyny!Bardzo przyjemnie mi się czytało wasz artykuł,wchodźcie jak gwiazdy w Nowy rok!!

  • Kasia

    To jeden z najciekawszych artykułów jaki czytałam na waszej stronie! Oby tak dalej.