#Empowerment przemyślenia przyjaźń

Jak wyglądałyby moje wymarzone urodziny?

12 stycznia 2017

Dla tych, co pamiętali.

Jedną z moich ulubionych czynności jest bujanie w obłokach. Dzisiejszy dzień jest dla mnie specjalny, dlatego postanowiłam, że z okazji jego wyjątkowości, pobujam w konkretnym temacie, zadając sobie pytanie: Jak właściwie wyglądałyby moje wymarzone urodziny?

Ponieważ działyby się w wyimaginowanym świecie, lokacja wydarzeń jest mi nieznana. Średnia temperatura wynosiłaby 21 stopni w dzień i 18 w nocy. Mieszkałabym w domku nad jeziorem gdzieś w głębi lasu, o.

Obudziłabym się wyspana. Na tyle wyspana i na tyle wcześnie, żeby móc zrealizować mnóstwo planów tuż po przebudzeniu. Załóżmy optymistycznie, że w chwili mojej pobudki, byłaby 7 rano.

Nie byłabym głodna do potęgi entej, jak to zazwyczaj bywa porankami, więc pierwsze co bym zrobiła, to udanie się na poranną toaletę. Ubrałabym się WYGODNIE.

A następnie powolnym krokiem udałabym się do przydomowego ogródka po świeże składniki na poranne, wypasione śniadanie, które zrobiłby ktoś. Niekoniecznie ja.


Następnie, po umyciu zębów, zabrałabym ze sobą odpowiedni zapas wody …

I ruszyłabym kajakiem na jeziorną plażę.

Miałabym czas dla siebie. Na pływanie. Rozmyślanie i szeroko pojęty relaks w samotności. Ładowanie baterii przed wielkim przyjęciem wśród ludzi jest dla nas, ekstraintrowertyków szczególnie ważne. Miejsce, w którym wypoczywałabym, byłoby na tyle oddane od cywilizacji, że nie nosiłabym w sobie nieuzasadnionego strachu, że zaraz ktoś się pojawi. Czułabym spokój, bezpieczeństwo i kojącą ciszę.

Następnie udałabym się na krótką przechadzkę w poszukiwaniu kwiatów. Poszłabym do swojego tajnego miejsca, gdzie kwitną niezapominajki, które uwielbiam, lecz nie zerwałabym ich. I właśnie wtedy, znikąd pojawiłaby się pierwsza osoba z ogromnym bukietem.

Śmiejąc się i rozmawiając udalibyśmy się w kierunku domu.

Wzięłabym kąpiel, a następnie przygotowałabym się do przyjęcia.

Wszyscy… czekaliby już na dole. W sumie ponad 40 osób, które nie.zapomniały.

 

Pomimo wcześniejszych założeń spędzenia czasu na świeżym powietrzu, towarzystwo szybko przeniosłoby się do kuchni. To wszystko za sprawą cudownych zapachów unoszących się w powietrzu. Domowe, czekoladowe donuty, kruche czekoladowe ciasto, pizza „kopiec kreta”, smoothie Mirandy Kerr dla wybrednych, czekolada na ciepło i miętowe lody.

Choć prezenty nie są moim życiowym priorytetem, dostałabym przynajmniej jeden z mojej własnej wishlisty… 

Zasnęłabym przemęczona i jednocześnie przeszczęśliwa. Wdzięczna wszystkim, którzy sprawili, że ten wyjątkowy dzień był jednym z nielicznych, które zapadły w mojej pamięci. Dniem niezwykle trudnym do opisania  (ze względu na niezliczoną ilość serdecznych rozmów i serdeczną, pełną ciepła, szczęścia i miłości atmosferę) na kartkach pamiętnika. Zasnęłabym wdzięczna tym, którzy pamiętali i mimo braku umiejętności poetyckich, dali z siebie wszystko, aby wykrzesać te najbardziej szczere i przemyślane życzenia bez potrzeby elektronicznych przypomnień. Wdzięczna tym, którzy na co dzień sprawiają, że pomimo wszelkich przeciwności, znajduję siłę i chęci do tego, aby żyć i czerpać z życia to, co najlepsze. 

You Might Also Like