hairoutine lifestyle moda przemyślenia

‚ kryptowłosomaniak

16 grudnia 2014

d037380eb2bbee67e7f0f0c234a577ca

Analizując statystyki bloga zauważyłam, że odwiedza go znaczna większość mężczyzn. Dało mi to sporo do myślenia, a ostatecznie do napisania dzisiejszej notki zainspirowała mnie sytuacja z życia wzięta. Jak naprawdę jest z męską częścią miłośników włosów? Czy włosomaniacy w pełnym tego słowa znaczeniu w ogóle … istnieją?

Już samo określenie Włosomaniaczka przywołuje na myśl kobietę – nikogo to nie dziwi, ponieważ długie, piękne włosy to atut głównie kobiecy. Odsetek męskiego grona miłośników włosów jest niewielki, mimo, że w latach dziewięćdziesiątych noszenie długich włosów było normą.

W kontekście kulturowym długa męska fryzura wzbudza przeróżne emocje, wyróżniając się z tłumu zbiera liczne recenzje oraz komentarze – jej właścicielowi może zostać przypisana łatka rebelianta (burzyciela ładu społecznego), artysty (stojącego w opozycji do tego, co zwyczajne), intelektualisty (niezorganizowanego i niedbającego o wygląd), playboya (który musi być z centrum uwagi) lub grzecznego chłopca (o nienagannych manierach). Niezależnie od skojarzeń, mężczyźni noszący długie włosy są tajemniczy i wzbudzają powszechne zainteresowanie.

Włosy są wpisane w historię cywilizacji  – od zawsze stanowiły element prawie tak ważny jak strój.

Szamani uważają je za siedzibę duchów, stąd długie włosy u Indian i mieszkańców Syberii. Również europejscy władcy z dynastii Merowingów nie ścinali włosów, wierząc, ze w nich tkwi królewska moc. Dla buddyjskich mnichów golenie głowy jest symbolem ich silnej woli, a pozbycie się włosów – ofiarą. W starosłowiańskich obrzędach postrzyżyn symboliczne obcinanie włosów chłopcom było znakiem, że przechodzą do nowego, dorosłego etapu życia. Egipscy kapłani uważali natomiast, że usuwanie owłosienia to konieczność, bo włosy ze swej natury są nieczyste.

Wróćmy jednak do kwestii długich włosów. Zapuszczanie włosów przez mężczyznę wymaga odwagi – niemęskość długich włosów wiążę się z XIX wiekiem i służbą wojskową. Wtedy właśnie rekruci wojskowi musieli nosić krótkie włosy, bo to było praktyczniejsze od wyglądu XVIII wiecznego żołnierza w peruce a’la anglosaski sędzia. Długie włosy wśród mężczyzn nosili więc albo chłopcy przed wojskiem, albo „łajzy” co się do wojska nie nadawały. Siłą rzeczy długowłose pozostały niewiasty, a mężczyźni włosy nosili krótkie. Co ciekawe, w odniesieniu do wojowników – Spartanie, Samuraje – nosili długie włosy. Współczesne skojarzenie mężczyzny z krótko ostrzyżonymi włosami  jako silnego i niebezpiecznego to efekt młodej mody na subkulturę dresiarzy.

Widząc mężczyzn na ulicy z niejednokrotnie ładniejszymi włosami niż moje, uważałam, że zapuszczenie przez nich długich, zdrowych kudłów to drobnostka, niewymagająca zbyt kompleksowej pielęgnacji, a to dlatego, że włosy mają mocniejsze i odporniejsze niż kobiety. Mój chrzestny przez długi okres nosił włosy do pasa, twierdząc, że stosuje tylko szampon. Pewnego dnia przyłapałam go jednak w drogerii, szukającego odżywki do włosów. To właśnie wtedy po raz pierwszy zakwestionowałam teorię o mocniejszych męskich włosach. Czytając przeróżne fora poświęcone pielęgnacji włosów wielokrotnie natknęłam się na wpisy płci przeciwnej, chcącej poprawić stan swoich włosów. By męska fryzura wyglądała dobrze, długie włosy u mężczyzn nigdy nie powinny wyglądać na w pełni wysuszone. Czy to oznacza, że tylko długowłosi mężczyźni, pomijając fryzjerów – mogą pasjonować się analizą składów i ich wpływem na nasze włosy? Na własnej skórze przekonałam się, że nie. Poznałam włosomaniaka.

Było to spotkanie zupełnie przypadkowe. W poszukiwaniu lotionu z Seboradinu bez zastanowienia wparowałam do pierwszej lepszej apteki, podszedł do mnie chłopak, niewiele starszy ode mnie, z zaskakująco gęstą, pomimo krótkiej długości włosów czupryną. Doskonale znam potrzeby swoich włosów, więc specjalnie nie przysłuchiwałam się początkowo jego poradom, ale po chwili coś mnie zbiło z pantałyku. W jego dość długiej przemowie wyczułam lekką nutę fascynacji tym, co mówił. Pasjonat? Niee… pewnie chce sprzedać kolejny produkt – myślałam i bez przekonania postanowiłam zadać mu kilka pytań. Okazało się, że miał ogromną wiedzę na temat pielęgnacji włosów, cytował także fragmenty blogów Włosomaniaczek! Byłam kompletnie zaskoczona, a oliwy do ognia dolał, mówiąc stłumionym głosem, że jest kryptowłosomaniakiem. Dlaczego krypto? Bo nie chce być ofiarą głupich żartów wśród znajomych kolegów. Szczerze mówiąc nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc wybąkałam, że nie ma się czego wstydzić. Pasja to pasja. Do dziś pamiętam jego uśmiech, gdy dodałam, że zaimponował mi wiedzą.

To przykre, że w naszej kulturze nadmierne zainteresowania urodowo-pielęgnacyjne u mężczyzn wciąż wielu osobom kojarzą się ze zniewieściałością, odmienną orientacją czy dziwactwem. Cieszy mnie fakt, że coraz więcej facetów skłania się ku bardziej świadomej pielęgnacji, a ich kosmetyczka nie ogranicza się do mydła i wody kolońskiej. W tej kwestii brakuje nam co prawda do Zachodu, ale z roku na rok jest coraz lepiej. Mam nadzieję, że za parę lat kryptowłosomaniacy będą z dumą prezentować swoją wiedzę, a do lamusa pójdzie bagatelizowanie problemów z łysieniem. Świadomość to podstawa!

You Might Also Like