lifestyle podróże przemyślenia

Mój wymarzony dzień w Nowym Jorku.

2 lipca 2016

Lubię ten tekst. Pisałam go ponad rok temu na potrzeby konkursu organizowanego przez H&M. Zeszłoroczne przeżywanie limitu znakowego niczym mrówka okres trochę bawi, trochę zmusza do refleksji nad tym, jak bardzo niestabilną emocjonalnie byłam osobą. Nie mogę uwierzyć, że pod własnym nazwiskiem wysłałam zgłoszenie pamiątkowo umieszczone pod koniec notki. Nieco z sentymentu, nieco z lenistwa – przy okazji przenoszenia wpisów z blogspotu na wordpress – publikuję go na nowo pod aktualną datą. Miłego czytania, bejbisie.

„Siadasz do pisania wczesnym popołudniem, przeżywasz każde zdanie tak, jakbyś już tam była/był. Kiedy kończysz, z podekscytowaniem sprawdzasz, czy przypadkiem nie ma błędów. Próbujesz wysłać i wyskakuje komunikat o limicie znaków. Limicie wynoszącym 500 znaków. Twój tekst ma 8560 znaków. Shit happens.”

Drogi H&M, jak wyglądałby mój idealny dzień w Nowym Jorku?

 7:00, otwieram oczy. Blask słońca uniemożliwia dalszy sen. Ale jest jeszcze coś. Świadomość przebywania w mieście, które nigdy nie śpi napawa mnie ekscytacją i żądzą przygód. Po śniadaniu opuszczam hotel w West Village i łapię pierwszą taksówkę. Nie jestem pewna gdzie jechać najpierw, instynktownie rzucam hasło „Central Park”. Po dotarciu na miejsce delektuję się zapachem zieleni i napawam widokiem otwartej przestrzeni. Chciałabym tu wrócić jesienią – to moja ulubiona pora roku. Złote liście, nostalgia, czas przemyśleń. Robię kilkanaście zdjęć na pamiątkę i udaję się na ulicę 79.

9d85c477-768x1024

Amerykańskie Muzeum Historii Naturalnej wywiera na mnie ogromne wrażenie. Możliwość zobaczenia szkieletów prehistorycznych zwierząt, kolekcji minerałów, dorobku etnicznego naszych przodków, eksponatów i laboratoriów molekularnych to wisienka na torcie dla absolwentki biologiczno-chemicznego kierunku w LO. Mogłabym spędzić tu wieczność, ale przede mną kolejne atrakcje.

Czas na najstarsze muzeum w Ameryce – The Metropolitan Museum Of Art. Podziwiam nie tylko dzieła sztuki. Dziełem samym w sobie jest architektura budynku. Już przy wejściu zdaję sobie sprawę z tego, że jedna wizyta w tym miejscu to zdecydowanie za mało. Przed wejściem – standardowo – sprawdzanie ekwipunku. W głębi duszy cieszę się, że zabrałam tylko portfel, telefon i picie. Krążenie po labiryntach korytarzy przypomina wędrówkę przez gigantyczny, żywy organizm.  Wjeżdżam windą na dach, gdzie podziwiam rzeźby i aktualną wystawę. W bufecie zamawiam kawę, rzucając ostatnie spojrzenie na niesamowity widok Central Parku.

Godzina 10:00 – ruszam dalej. Do miejsca znanego mi głównie z animacji wyprodukowanej przez wytwórnię Dream Works. Tak! Mam na myśli Madagaskar i nowojorskie Zoo w Central Parku. Czy to miejsce rzeczywiście wzbudza chęć ucieczki na bezludną wyspę? Nic bardziej mylnego! W życiu nie widziałam tylu gatunków zwierząt. Z zaciekawieniem spoglądam na warsztaty dla dzieci, podczas których poznają różne zwierzęta, w głębi ducha żałując, że sama nie jestem już dzieckiem. A skoro o dzieciństwie mowa – czas zwiedzić jedną z najbardziej prestiżowych sal koncertowych na świecie. Cornegie Hall – to właśnie o niej i stanięciu na jej deskach marzyłam, stawiając pierwsze kroki w nauce gry na pianinie. Z pozoru przeciętny budynek kryje w sobie prawdziwy skarb, będący inspiracją nie tylko dla muzyków i estetów.

Z bajkowej sali przepełnionej czerwienią i złotem przenoszę się do Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Z niecierpliwością mijam ekspozycje, docierając do Gwieździstej Nocy Vincenta van Gogha, a także obrazów Claude Moneta i Jacksona Polloca. Przed opuszczeniem Muzeum MoMa zaglądam do sklepu Design Store i wybieram pamiątkę dla mamy.

Czas na wyciszenie. Uwielbiam klimat neogotyckich świątyń. Bogactwo wnętrza katedry Św Patryka kontrastuje z jej niewielką wysokością w porównaniu do otoczenia. Odmawiam modlitwę z nadzieją, że kiedyś jeszcze będę miała możliwość podziwiania szmaragdowego blasku tego niezwykłego miejsca i ruszam dalej…

Naprzeciwko katedry czeka na mnie Rockefeller Center. Najbardziej rzucającym się w oczy budynkiem Art Deco jest oczywiście mierzący 259 metrów GE Building. Staram się nie wydawać zbyt wiele, nie potrafię sobie jednak odmówić filiżanki kawy w Rock Center Cafe. Kiedy wchodzę do budynku, zamieram w bezruchu. Tuż obok mnie siedzi na pierwszy rzut oka przeciętna, niczym niewyróżniająca się para. On – z modną dziś brodą, ona – krótkowłosa, drobna dziewczyna w zielonym kapeluszu. Nie wiedzą kim jestem, ale ja doskonale znam ich. Chyba zwróciłam swoją uwagę nienaturalnym zachowaniem, dlatego staram się skupić na przeglądaniu menu.  Podchodzi kelner, drżącym głosem zamawiam Latte. Co robić? Zdjęcie z ukrycia czy poprosić w cywilizowany sposób o autograf? Zadaję sobie kilkakrotnie to samo pytanie, aż w końcu wychodzą z kawiarni. Co za pech! Patrzę na mapę zaplanowanych atrakcji, pocieszając się w myślach.

Chcesz zdjęcie z celebrytą? Czas na Madame Tussauds! Muzeum Figur Woskowych to idealne miejsce na robienie tysiące selfie z podobiznami ulubieńców. Skaczę od jednej postaci do drugiej, podekscytowana jak małe dziecko. Nieświadomie wpadam na jakąś dziewczynę, ale to ona przeprasza mnie swoim zadziornym, chrapliwym i podejrzanie znajomym głosem. Zakłopotana przyglądam się ofierze mojej niezdarności i braku koordynacji ruchowej, w ułamku sekundy zdając sobie sprawę z tego, że właśnie wpadłam na Emmę Stone, a obok niej stoi… Andrew Garfield! Nieśmiało pytam, czy zechcieliby zrobić sobie ze mną zdjęcie. Andrew podchodzi, obejmuje moje ramię i szepcze „Nie dziś kochana, nie dziś…” Uśmiech momentalnie znika mi z twarzy, widząc, że łyknęłam haczyk wybuchają śmiechem, Andrew wypala, że żartował, a Emma śmiejąc się dodaje, że zdjęcie w muzeum figur woskowych jest dość ryzykowne, biorąc pod uwagę wiarygodność fotografowanych postaci. Nie do końca rozumiem ich brytyjsko-amerykańskie poczucie humoru, ale jestem zbyt zaaferowana wspólnym zdjęciem, by o tym rozmyślać. Zgadzają się na autografy, zostawiając mnie w stanie nieopisanej euforii. Mija trochę czasu zanim się uspokajam.

Chwiejnym krokiem kieruję się w stronę Bryant Park. Czas w tym miejscu praktycznie się zatrzymuje. Nie ma pośpiechu, gonitwy za wszystkim i niczym, charakterystycznych dla miasta marzeń… Żaden mol książkowy nie odmówiłby sobie zwiedzenia jednej z największych bibliotek w USA, dlatego udaję się w kierunku budynku zbudowanego na podstawie projektu Carre’re and Hastings. Główna czytelnia przywodzi na myśl sceny z filmów takich jak: Seks w Wielkim Mieście, Spider Man czy Śniadanie u Tiffany’ego…

Po zwiedzeniu Nowojorskiej Biblioteki Publicznej mijam Kwaterę Główną ONZ, odrobinę żałując, że z braku czasu nie będę mogła obejrzeć pięknych detali o których słyszałam – okna Marc’a Chagalla, mozaiki Norman’a Rockwell’a. Ciekawi mnie również japoński dzwon pokoju, wykonany z monet uzbieranych przez dzieci z 60 krajów… Wiem, że kiedyś z pewnością tu wrócę, by poznać siedzibę ONZ.

Grand Central Station to kolejne miejsce, które kojarzę głównie z bajki Madagaskar. Z racji tego, że zwiedzam Nowy Jork sama, nie mogę sprawdzić teorii o słowach szeptanych przez kogoś w jednym rogu galerii, przepływających po podtrzymujących sufit łukach, słyszanych przez osobę stojącą w przeciwległym rogu pomimo gwaru i tłoku. To sekret, o którym wiedzą nieliczni nowojorczycy. Turkusowe sklepienie ozdobione konstelacjami złocistych gwiazd, piękne proporcje i światło zapierają mi dech w piersi. Czuję nieopisany zachwyt i radość. To piękna chwila. Zegar Tiffany’ego stojący u stóp Minerwy i Herkulesa i jego wskazówki szybko sprowadzają mnie na Ziemię. Czas nie stanął w miejscu!

photo-1423882503395-8571951e45cc-1024x683

W drodze do Madison Square Garden mijam Empire State Building – jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta. Nie jestem fanką sportu, ale obiecałam chłopakowi zdjęcie na tle hali – wykonuję więc zadanie specjalne i łapię kolejną taksówkę. Staram się nie zwracać uwagi na ból nóg.

Przejeżdżam przez Greenwich Village i docieram prosto do celu: SOHO! Dzielnica mody, słynąca z niekończących się ulic pełnych butików i urokliwej atmosfery wprawia mnie w euforyczny nastrój. Piękni ludzie, piękne stylizacje, piękna architektura. Odwiedzam wszystkie butiki, których nie znajdę w Polsce. Bloomingdales, Mulberry, Stella McCartney, Topshop, American Apparel i Sklep z kapeluszami Lindy Pagan. To tutaj znajduję wymarzony model z dużym rondem w odcieniu Khaki.

Po szalonych zakupach pozwalam sobie na odrobinę przyjemności w Małych Włoszech – rozpoznawalnej dzielnicy nowojorskiej wypełnionej po brzegi barwnymi dekoracjami, kuszącymi zapachami i włoskimi restauracjami, by potem udać się do miejsca określonego po katastrofie 11 września 2001 jako „strefa zero”…

Widok niekończących się tablic z nazwiskiem ofiar wymusza refleksje, na które w codziennym pośpiechu nie znajduję czasu. O kruchości ludzkiego życia, bezradności wobec losu i konieczności cieszenia się z najmniejszych rzeczy. Czas płynie tu wolniej i gdyby nie świadomość katastrofy, która miała tu miejsce, Ground Zero można by uznać za piękne. Z melancholii wyrywa mnie dźwięk dzwonów, dobiegający z Trinity Place 74, z kościoła o tej samej nazwie, co plac, na  którym się znajduje. Dzwony są tak głośne, że nie dziwię się mieszkańcom mieszkającym w pobliżu, którzy wystosowali petycję z prośbą o zaprzestanie uruchamiania dzwonów. Kilka pamiątkowych zdjęć na Wall Street i Brooklyn Bridge, a następnie kierunek – Battery Park, w którym spędzam resztę dnia. Jedyne czego pragnę to widok Statuy Wolności nocą…

***

Kiedy zobaczyłam komunikat, ze wszystkich sił starałam się pociąć tekst. W maksymalnie okrojonym tekście pozostało około 6500 znaków. 500 znaków, H&M? Serio? 500 znaków? To co ja do cholery miałam tam napisać? Wierszyk, kurwa? Jeśli jesteście ciekawi, co napisałam w formularzu zgłoszeniowym… Oto moje 500 znaków:

„Poniższy tekst to konspekt mojego opisu dnia w NYC, liczącego (niestety) 8560 znaków… Central Park, Amerykańskie Muzeum Historii Naturalnej, The Metropolitan Museum Of Art, Central Park, Cornegie Hall, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, katedra Św Patryka, Rockefeller Center, Rock Center Cafe, Madame Tussauds, Bryant Park, Nowojorska Biblioteka Publiczna, Grand Central Station, Madison Square, SOHO, Małe Włochy, Ground Zero, kościół Trinity, Wall Street, Brooklyn Bridge, Battery Park, Statua Wolności.”

You Might Also Like