Artykuły przemyślenia

Może lepiej zmieńmy temat.

11 stycznia 2017

Kiedy w Stanach Zjednoczonych, czy Wielkiej Brytanii, z pojęciem samoobrony młodzież spotyka się obowiązkowo już w szkole, u nas temat ten zgrabnie – jak wiele innych zresztą – pozostaje pomijany. Bo jakoś to będzie, bo nie ma takiej potrzeby, bo przypadki zagrażających naszemu bezpieczeństwu zaczepek zdarzają się rzadko, a jeśli nawet, to przecież od czego są inni ludzie przechodzący chodnikiem obok potencjalnego niebezpiecznego zdarzenia? Od około sześciu lat, czyli od momentu, kiedy zaczęłam mieszkać sama (tak, miałam wówczas 17 lat), zastanawiam się nad zrobieniem kursu samoobrony. W naszym życiu mogą zdarzyć się niestety momenty, kiedy gaz pieprzowy w torebce… zwyczajnie nie wystarczy.

Choć miałyśmy unikać tematów poświęconych polityce, pisząc o samoobronie, aż trudno mi pominąć wątek sceny politycznej. Z przerażeniem obserwuję bowiem zagrywki osób zajmujących najważniejsze stanowiska w Polsce. Wbrew wcześniejszym zapewnieniom okazało się, że pojawił się projekt ws. wypowiedzenia Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, sporządzoną w Stambule dnia 11 maja 2011 r. Jest to kolejny krok rządzących w odbieraniu nam godności, wymierzony przeciwko prawu do bezpieczeństwa i ochrony przed przemocą wobec kobiet. Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak mówił w grudniu, że wątpliwości budzi znajdujące się w konwencji pojęcie płci społeczno-kulturowej, czyli gender, „które, wydaje się, jest pojęciem nienaukowym i pojęciem, które wprowadza więcej zamieszania i złego niż dobrego„. Pod coraz bardziej absurdalnymi pretekstami partia rządząca próbuje przypodobać się skrajnym środowiskom fundamentalistycznym.

Co z tego, że Piebiak zapewnia o trwałym wspieraniu ochrony praw kobiet i dzieci, zaznaczając, że taka ochrona jest „na różne sposoby w prawie polskim zabezpieczona”? Co z tego, że mówi o kładzeniu nacisku przez rząd na kwestie ochrony, zarówno w zakresie prawa karnego i rodzinnego, jak i w zakresie pomocy społecznej, skoro po raz kolejny, po cichu próbują pozbyć się międzynarodowej umowy, która wyznacza ramy tworzenia skutecznego prawa w zakresie ochrony przed przemocą domową? 

Konwencja mówi wprost o strukturalnym charakterze przemocy wobec kobiet za przemoc ze względu na płeć, oraz o tym, że przemoc wobec kobiet stanowi jeden z podstawowych mechanizmów społecznych, za pomocą którego kobiety są spychane na podległą wobec mężczyzn pozycję.

Jak mamy czuć się w kraju, w którym dzień po dniu, z pomocą nieczystych zagrywek, odbiera nam się fundamentalne prawa? Jak mamy żyć w kraju, którego obywatele od pewnego czasu wiją się bezwładnie w pętli nienawiści, zalewanej kłamstwem, arogancją i brakiem szacunku do siebie nawzajem? Może lepiej zmieńmy temat.

Stres i agresja są rzeczami, których na próżno unikać we współczesnym świecie. Prędzej czy później każdy z nas ma okazję poznać ich smak w mniejszych lub większych dawkach. Ze świecą można szukać ludzi uprzejmych, kulturalnych i wyważonych, a częstotliwość trafienia na przysłowiowego dresa ogranicza się już nie tylko do nieciekawych dzielnic. Odnoszę wrażenie, że od pewnego czasu epidemia cebuli dumnie rozprzestrzenia się i mnoży we wszystkich środowiskach w naszym kraju.

W związku z powyższym, koniecznym jest uświadomienie sobie o istnieniu zagrożeń i nabycie podstawowych umiejętności zachowania się w sytuacji napaści. W ciągu tych kilku lat, kiedy byłam (i jestem) zdana właściwie tylko i wyłącznie na siebie, wyrobiłam sobie kilka nawyków, które choć w niewielkim stopniu zwiększają moje osobiste poczucie bezpieczeństwa w dużym mieście.

Po pierwsze – staram się unikać niebezpiecznych miejsc i sytuacji. Kiedy nie udaje mi się zrealizować pierwszej zasady (uwierzcie mi, otoczenie mojej Uczelni nie jest za ciekawe) w miarę możliwości jak najszybciej oddalam się ze strefy zagrożenia. Gdy wracam sama – dzwonię do znajomych. Ponadto, w torebce zawsze noszę przy sobie gaz pieprzowy, a kiedy nie czuję się pewnie, trzymam w dłoni klucze, które zawsze mogą być dodatkową formą ochrony przed potencjalnym napastnikiem. Za wszelką cenę staram się być czujna i nie daję po sobie poznać, że coś zajęło moją uwagę.

Gdy dojdzie do starcia, używaj swojego ciała na wszelkie możliwe sposoby. Drap, gryź, kop, krzycz, rób wszystko, aby przeciwnik był zaskoczony. Często zmieniaj pozycję, atakuj tylko punkty wrażliwe (krocze, oczy, krtań, nos). Podczas walki – jeżeli to możliwe – używaj przedmiotów takich jak torebka czy czapka. Może się to okazać pomocne zwłaszcza podczas walki z uzbrojonym napastnikiem. 

Jeśli mieszkasz za granicą, zainwestuj w gwizdek. W Polsce to się jeszcze nie przyjęło, ale w Wielkiej Brytanii każdy dzieciak w szkole podczas zajęć z samoobrony otrzymuje od instruktorów gwizdek. A to dlatego, by w razie zagrożenia zwrócić uwagę straży miejskiej/policji.

You Might Also Like