#Empowerment Artykuły przemyślenia

OKIEM FEMINISTKI: #DZIEWCZYNYRZĄDZĄ, czyli najgłupsza kampania reklamowa, jaką do tej pory widziałam

21 marca 2017

Feminizm (albo jego nadinterpretacja) od pewnego czasu … plasuje się w medialnym świecie na dość wysokiej pozycji. Wszystko zaczęło się około 2015 roku, by w Polsce, z prawie dwuletnim opóźnieniem dotrzeć do mas w nieco zakrzywionym, jak to zwykle bywa, obrazie. Protesty, eksponowanie „kobiecej” siły w często skrajnie mizoandrycznym tonie to wszystko to, czego jako zadeklarowana od kilku lat feministka – bałam się najbardziej. Po obejrzeniu jednej z głupszych reklam, która nie tylko wprowadza odbiorców w błąd, ale również nakręca popyt wśród zwolenników fast fashion, postanowiłam, że pora przerwać milczenie. Bo feminizm, moi drodzy, to nie taki diabeł, jak ostatnimi czasy go malują…

Idąc za głosem neo’feministycznego’ trendu, Deichmann postanowił wykorzystać potencjał tkwiący w sile sfrustrowanych radykalistek, ich zdolności konsumenckich i średniej (lub co gorsza szczątkowej) świadomości na temat tego z czym feminizm się tak naprawdę je, do promocji swojej najnowszej kolekcji butów wybranych przez Margaret na sezon wiosna/lato 2017.

Głównymi bohaterkami absurdalnego do granic możliwości spotu reklamowego są dwa, przeciwstawne i wyraziście ekscentryczne kobiece gangi, które z niewiadomych (jeszcze*) przyczyn zaczynają gonić piosenkarkę. Gdy skrajnie przestylizowane przedstawicielki typowej, współczesnej kobiety „feministki” docierają za Margaret na dach, jedna z nich, typowym dla cór patriarchatu, sępim wzrokiem analizuje jej buty, by po chwili zadać fundamentalne pytanie: „Deichmann?”

*Tak moje drogie. W prawdziwym świecie rządzonym przez kobiety, gdzie liczą się tylko i wyłącznie nasze prawa, nosimy buty Deichmanna.

I mogłabym przymrużyć na to oko. Potraktować tę kampanię jako coś zabawnego, swoisty żart, odnoszący się do ostatnich wydarzeń, kobiecych marszów i innych feministycznych inicjatyw. Mogłabym. Gdyby nie fakt, że tego rodzaju zagrywki utrwalają fałszywy obraz feminizmu. Bo w feminizmie nie chodzi o dawanie kobietom siły i eksponowanie jej na wszelkie możliwe sposoby. Tę siłę i prawa posiadamy od dawna. Równouprawnienie i walka o nie w XXI wieku nie odnosi się tylko i wyłącznie do kobiet. Jaki jest cel w tworzeniu takiego rodzaju reklam?

Feminizm, który prowadzi do postrzegania płci jako dwa przeciwieństwa, a nie spektrum, to pseudofeminizm. Kompletnie niezrozumiała dla mnie hybryda, która swoje źródło czerpie z braku wiedzy i stereotypów. Feminizm, który skupia się na nienawiści do mężczyzn to feminazizm – radykalny, podsycany nienawiścią i eksponujący tylko to, co nas różni. I z takim „feminizmem” nie chcę mieć nic wspólnego. Podobnie jak z markami przyczyniającymi się do rozwoju fast fashion.

Sporo osób po rozmowie ze mną, dochodzi do wniosku, że „współczesny feminizm” niewiele ma wspólnego z „feminizmem”, który do tej pory znali. Wielokrotnie pojawiają się głosy, że nawet nazwa tego ruchu społecznego – w odniesieniu do tego, co mówię – jest nieadekwatna. Rzucają hasłami w stylu humanizm (walka o prawa ludzi), tak jakby „słowo na f” budziło w nich wstręt. To niezaprzeczalny fakt. Feminizm w wielu osobach budzi odrazę, a odpowiedzialni są za to ludzie, którzy bezrefleksyjnie wprowadzają błędne pojęcia w obieg i z rozkoszą utrwalają znane dotychczas stereotypy. Dlatego po obejrzeniu reklamy Deichmanna, miałam nieodpartą potrzebę napisania tego wpisu, sprostowania pewnych rzeczy. I chociaż wiem, że nie dotrę do większości, wciąż mam nadzieję, że nadejdzie kiedyś taki dzień, kiedy słowo „feminizm” stanie się neutralne niczym powietrze, którym oddychasz.

Kasia, dopisz coś od siebie, ponieważ mam wrażenie, że nie wyczerpałam tematu. / S.

***

Wróciłam dzisiaj do Polski i podczas jednej z pierwszych rozmów z moją przyjaciółką, na temat feminizmu oraz tego co się obecnie dzieje wokół jego tematu usłyszałam od niej: Ja właściwie… tak w połowie popieram feminizm. What? W połowie popierasz swoje prawa? W połowie chcesz otrzymać to samo wynagrodzenie, co mężczyźni za swoją pracę? Gdy wgłębiłyśmy się w temat i wytłumaczyłam czym tak naprawdę jest feminizm i czego dotyczy, doszła do wniosku, że jednak jest feministką w 100%. Dopiero wtedy to do mnie dotarło. Ludzie w Polce nie wiedzą, na czym polega feminizm, boją się go, nie chcą być z nim utożsamiani, kojarzeni. Dlaczego? Oczywiście przez niski a właściwie żaden wkład w edukowanie tych najmłodszych, ale również fałszywe informacje wysyłane w postaci reklam, odzieży, haseł pojawiających się na każdym kroku. Medialna papka wysyłana w naszą stronę krzycząca: „Załóż mnie, a wspierasz kobiety”, „Noś mnie, a pokażesz wszystkim, że jesteś feministką”. Nieprawda.

Dzisiaj wchodząc do pierwszego lepszego sklepu oferującego tzw. fast fashion zobaczyłam na wystawie t-shirty dumnie głoszące hasła „Girls lead the world”, „Girls can do anything. We can do it”, „Power to the women of the world”. Ktoś powie, do czego ja się tutaj chcę przyczepić? Zwykłe t-shirty z nadrukiem. Otóż nic bardziej mylnego. Wysyłają one błędny przekaz dla dziewczyn (i nie tylko) na temat feminizmu. Kobiety zawsze były silne, kobiety zawsze miały moc. Nie powinna być ona nam przywrócona, nie powinnyśmy o nią walczyć.

Zły marketing, hype na odzież dotyczącą (a właściwie nie) feminizmu, zabija kompletnie całą ideę tego nurtu. Ludzie wstydzą się feminizmu, ponieważ boją się naklejenia im łatki, która niestety wiąże się z reklamami butów z Deichmanna czy t-shirtów z Bershki. Jest mnóstwo innych sposobów na uzewnętrznienie tego, że jest się feministką/feministą. Nie koniecznie muszą to być buty czy t-shirty, a już na pewno nie te, które z feminizmem nie mają nic wspólnego. Aby dowiedzieć się więcej na ten temat zajrzyjcie w zakładę #heforshe. Wystarczy wejść w ten link.

You Might Also Like

  • Ta reklama naprawdę jest mdła…

  • maria

    Zupelnie nie zgadzam sie z tym tekstem. Reklama jest czescia duzej kampanii w ktorej dziwczyny rzadza w sklepach diechmann – czyli maja wplyw na cene butow z wiosennej kolekcji. Nie ma to nic wspolnego z ruchem feministycznym czy analogia do marszow. A to ze marka wpisuje sie w tred popierajac dziwczyny to raczej dziala na plus. Mysle ze lepiej bylo by zjac sie tematem prioracych matek, oglupionych kobiet plynem do naczyn…itd. milego dnia M

    • Nie działa na plus, wręcz przeciwnie.

  • monika

    Czy dziennikarska rzetelność i czujność nie podsunęły pomysłu, żeby wejść na stronę kampanii i sprawdzić o czym traktuje hasło #DziewczynyRządzą? Gratuluję ignorancji i odsyłam na dziewczynyrządzą.pl.

    • Skąd założenie, że nie odwiedziłam wyżej wspomnianej strony? Kampania wpisując się w trend feministyczny promuje negatywny przekaz, z którym się nie zgadzam. Tyle.

  • Katarzyna Skrok

    Dzisiaj właśnie czytałam No Logo Naomi Klein i tak mi się skojarzyło, z tym, że ona pisała o „polityce identyfikacji” i o tym, jak korporacje wykorzystywały do swoich celów walkę grup mniejszościowych o to, aby mieć swoją reprezentację w mediach. Podobnie dzieje się teraz z feminizmem, a opisana kampania to tylko jeden z wielu przykładów.