lifestyle przemyślenia

Palisz w miejscu publicznym? Ty nicponiu!

21 listopada 2015

Chodnik, przystanek autobusowy, chodnik, ulica, przystanek autobusowy, park. Są wszędzie. Poznasz ich po cechach charakterystycznych – zaniedbanych mordach, pożółkłych zębach z prawdopodobną naleciałością próchnicy, stanie ogólnym wołającym o pomstę do nieba i wyrazie twarzy świadczącym o tym, że gdy tylko wyciągną z kieszeni swe krzesiwa w zamiarze podpalenia wdzięcznego rulonika z opakowania Marlboro, będącego szczytowym dowodem ich bogactwa i splendoru, cały świat leży u ich stóp. Pierwszy wdech przynosi im co prawda ulgę, natomiast pierwszy wydech – czułe spojrzenia nienawiści ze strony osób takich jak ja. A żebyś się tym dymem zakrztusił!

Po jaką cholerę wymyślono zakaz palenia w miejscach publicznych – nie wiem. Mimo, że wielokrotnie, jak nie codziennie, jestem świadkiem jego łamania, to przecież nie zadzwonię na policję, bo zatruwający środowisko osobnik ulotni się niczym smugi dymu wylatujące z jego pyska. Jedyne co mi pozostaje to głośne, ostentacyjne wyrażanie sprzeciwu w stylu głośnego „fuuuu” pod nosem. Chcesz się truć? Zrób sobie komorę gazową w mieszkaniu, siedź tam i wdychaj to gówno, ale nie truj miłośników świeżego powietrza. Co fajnego jest w obnoszeniu się ze swoim nałogiem? Myślisz, że paląc papierosy w miejscu publicznym różnisz się od zataczającego Zenka, który przed chwilą wypił ukochanego jabola? Gówno prawda. Jesteś jeszcze większym śmierdzielem niż on – zabijasz siebie i innych. Mówi Ci coś termin: palenie bierne?

Wdychanie dymu tytoniowego z papierosa palonego przez inną osobę w tym samym pomieszczeniu, jest szczególnie niebezpieczne dla zdrowia, gdyż boczny strumień dymu tytoniowego zawiera od 5 do 15 razy więcej tlenku węgla i od 2 do 20 razy więcej nikotyny niż dym wdychany przez palaczy. Wdychanie dymu wydychanego przez palaczy, zwiększa u osób niepalących ryzyko wystąpienia raka płuc i chorób serca (np. choroby niedokrwiennej serca). Dym ten zawiera także wiele substancji alergizujących, powodujących łzawienie oczu, podrażnienie błony śluzowej nosa, kaszel, nawracające zakażenia układu oddechowego, a także uczulenia i w konsekwencji astmę. Dodatkowo kontakt osób niepalących z dymem tytoniowym osłabia ich zdolność do pracy, zmniejsza wydajność, demobilizuje i pogarsza samopoczucie. Szacunki z 2002 roku pokazały, że z powodu wdychania dymu tytoniowego zmarło w tym czasie co najmniej 1826 niepalących Polaków, z czego 933 na niedokrwienną chorobę serca, 692 na udar mózgu, 128 na raka płuc, a 73 na przewlekłą nienowotworową chorobę układu oddechowego. W Polsce przeprowadzono także wiele badań klinicznych i epidemiologicznych obrazujących zdrowotne następstwa wymuszonego narażenia dzieci na dym tytoniowy. Obserwuje się wśród nich wzrost ryzyka niższej masy urodzeniowej, zakażeń dróg oddechowych, upośledzenia funkcji płuc, nawracających chorób ucha, ataków astmy, czy nawet nagłego zgonu niemowlęcia.

Palące, bezmózgie zombie prawdopodobnie i tak nigdy nie trafią na mój wpis. Znacie tytoniowe smoki w swoim otoczeniu? Reagujecie? Jak? A może podchodzicie do problemu z nastawieniem, że przecież i tak na coś trzeba umrzeć?

You Might Also Like