#Empowerment Artykuły przemyślenia

pro kra stynacja

7 stycznia 2017

Znasz ten stan doskonale. Najpierw pojawia się silny bodziec i potrzeba do podjęcia się wzmożonych działań, by (przy dobrych lotach rzecz jasna) po kilku dniach osiąść na laurach. Z początkowej, nieuzasadnionej lawiny pomysłów w Twojej oszołomionej głowie pozostaje pustka, a chęć działania zapada się gdzieś pod grawitacją, ze wszystkich sił przyciągającą Twoje ociężałe ciało do łóżka/kanapy/fotela/innego, wygodnego miejsca spoczynku. Diagnoza? Prawdopodobnie cierpisz na prokrastynację. Przy dobrych lotach, rzecz jasna.

W przezwyciężaniu choroby, na którą nie znaleziono jak dotąd leku, pomocne może okazać się zastosowanie kilku metod jednocześnie. Po pierwsze – rób listę zadań i trzymaj się jej bez względu na wszystko. Ulga, jaką poczujesz po odhaczeniu zaplanowanych punktów będzie uczuciem uwolnienia. Twoją osobistą dawką morfiny i przekonaniem, że w rzeczy samej, wcale nie jesteś do niczego. Że tak naprawdę udaje Ci się funkcjonować w świecie, od którego tak chętnie uciekasz do swojej strefy komfortu.

 

Na początku nie będzie łatwo. Zacznij od małych kroków. Przezwyciężając samego siebie, wkrótce odzyskasz pełne panowanie nad swoim „odjutronizmem”. Najważniejsze to… nie poddawać się, kiedy psychika kładzie pod Twoje zmęczone niczym nogi największe kłody. Pogódź się z przeszłością, a zaraz po zrobieniu tego, staraj się nie patrzeć wstecz. Najlepszą metodą do zrobienia rytuału oczyszczenia jest pisanie pamiętnika, albo lepiej – dziennika. Taki osobisty notatnik pomoże Ci poukładać myśli, zmierzyć się z tym, co jeszcze jest do poprawienia.

Mówiąc o planowaniu i trzymaniu się wyznaczonych celów, nie mam na myśli obsesyjnego realizowania harmonogramu, tak intensywnego, że sprawiającego psychiczny ból. Nie. W tym wszystkim najważniejsze jest Twoje samopoczucie. Słuchaj potrzeb swojego ciała. Czujesz zmęczenie? Pomyśl o drzemce. Twoje ciało odmawia posłuszeństwa, kiedy starasz się zrobić serię zaplanowanej ilości ćwiczeń? Nie rób ich. Grunt to znalezienie złotego środka pomiędzy strefą komfortu, a rzeczami, które sprawiają, że wciąż masz poczucie realizowania siebie i swoich potrzeb.

To przykre, że przypadłość nazywana przez niektórych syndromem studenta, utożsamiana jest przez wiele osób ze zwykłym lenistwem. W momencie, kiedy Ciebie, na myśl o wykonaniu najprostszego zadania, paraliżuje nieuzasadniony strach przed porażką, inni wrzucają Cię do jednego worka z ludźmi bez ambicji. Jest jeden prosty sposób, aby sprawdzić, czy jesteś leniem, czy może prokrastynatorem. Człowiek leniwy czerpie ze swojego lenistwa przyjemność bez wyrzutów sumienia. Czuje się dobrze ze swoją bezczynnością i po jakimś czasie przechodzi bez problemu do działania. Zupełnie inaczej sprawa ma się z prokrastynatorem, który w przeciwieństwie do lenia – ma wyrzuty sumienia, cierpi i męczy się tkwiąc w stanie bezczynności.

Będąc prokrastynatorem możesz mieć uczucie rozdwojenia jaźni. Twoja racjonalna strona doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że lepiej jest uporać się z obowiązkami szybciej, natomiast ta mniej racjonalna oczekuje przyjemności i niemyślenia o obowiązkach, których z dnia na dzień przybywa coraz więcej. Ucieczka przed rzeczywistością i wzmacnianie nawyku odkładania na potem wzmagają się jedynie do pewnego czasu. Kiedy zbliża się deadline, zaczynasz wypełniać obowiązki w popłochu, ze strachu przed ciężkimi konsekwencjami w wypadku ich zlekceważenia.

Dlatego właśnie przypadłość ta traktowana jest jako zaburzenie psychiczne. Zaburzenie, na które jak na ironię chorują między innymi perfekcjoniści. Im mniejsze są szanse na osiągnięcie sukcesu, tym dłużej zwlekają. Wiąże się to ze stawianiem czoła próbom i błędom, z którymi radzą sobie najgorzej. Brak natychmiastowych efektów pracy, mało atrakcyjne zadania – to kolejne przyczyny prokrastynacji. Ale może być ich znacznie więcej.

Jeśli przeraża Cię ogólna waga zadania, jakie przed Tobą stoi, spróbuj rozłożyć jego realizację w czasie. Rozłożenie czynności na drobne elementy może sprawić wrażenie, że jej wykonanie zajmie wieczność, ale pamiętaj, że najtrudniej jest zacząć. Po zrobieniu jednego małego kroku, kolejne pójdą z łatwością. A jeśli nie, nie przejmuj się. Tak jak pisałam wyżej, grunt to dokładne wsłuchiwanie się w swoje wewnętrzne ja. Musisz do siebie dotrzeć? Docieraj. Do skutku.

Spróbuj zapanować nad czasem. W sieci jest mnóstwo technik, z którymi warto się zapoznać – niektóre z nich, już przetestowane, postaram się opisać w nadchodzących artykułach. Jeśli nie masz czasu na naukę zarządzania czasem, spróbuj samodzielnie narzucić sobie jakieś terminy. Działaj według zasady – gorsze zadania w pierwszej kolejności. Zacznij od rzeczy, których wykonanie zwiększą motywację i chęć do dalszej pracy.

Bądź swoim przyjacielem, nie tyranem. Przeróżne akty samokarania niczego nie zmienią, wręcz przeciwnie – tylko osłabią Twoje chęci. Za każde wykonane zadanie z listy zrób sobie małą nagrodę – 10 minut drzemki, dobrą kawę, odcinek ulubionego serialu, relaks.

W przyrodzie nic nie trwa wiecznie. Kiedyś nadejdzie taki moment, że wszystko znów obróci się o 180 stopni. Coś przykuje Twoją uwagę, znajdziesz motywację i pozbędziesz się lęków, które teraz zdały się przejąć kontrolę nad Twoim życiem.

You Might Also Like