perfumy

Puder & pieprz

26 września 2015

Miłością do Chloé zaraziła mnie przyjaciółka. Choć wstyd się przyznać, do niedawna myślałam, że pod czujnym okiem Gaby Aghion produkowano wyłącznie torebki. Teraz, kiedy już całkiem na serio jestem ‚into fashion‚, wiem, że historia eleganckiej marki, charakteryzującej się współcześnie delikatnymi odcieniami bieli, kremowymi tkaninami i pudrową esencją jest znacznie bardziej rozbudowana i sięga dalej niż przysłowiowe portmonetki, z którymi niegdyś ją utożsamiałam…

Moja nowa miłość to przypadek. Miałam nie inwestować w nowe flakony, chociażby się waliło i paliło, ale czekając na autobus przy nowo-otwartej galerii handlowej w mieście, gdzie studiuję, coś podkusiło mnie, żeby zajrzeć do Douglasa. Na ciekawiące mnie od dawna nuty zapachowe zużyłam około dziesięciu blotterów. Nowy zapach Ariany Grande wydawał mi się zbyt się słodki i duszący, a DKNY Be Delicious – zbyt ‚trawiasty’ – co ogólnie mówiąc w moim przypadku dość nietypowe, ponieważ trawiaste zapachy uwielbiam.

Kiedy od nadmiaru wrażeń zapachowych zaczęło kręcić mi się w głowie, uspokajałam nozdrza głębokim wdechem aromatu kawy.

La Vie Est Belle z wyczuwalną nutą czarnej porzeczki do złudzenia przypomina Tresor Midnight Rose, które  już w swej kolekcji posiadam. Mimo to z pewnością je kiedyś kupię – jak nie duży, to chociaż mały flakon (ponieważ mają w sobie coś subtelnego, mniej agresywnego niż w przypadku promowanego przez Emmę zapachu).

Nagle je ujrzałam. Duży, błyszczący, szklany flakon z przepiękną białą kokardą. Charakterystyczną, pofałdowaną butelkę wody perfumowanej Chloé Signature, inspirowaną plisowanymi kreacjami marki, które na przestrzeni lat stały się jej swoistą wizytówką.

Zrobiłam mały research na temat perfum dowiadując się między innymi tego, że srebrna płytka korka i delikatna wstążka nawiązują do zapachu białej róży, będącej tu delikatnym i lekkim obliczem swoich poprzedniczek z innych, kultowych już zapachów.

Moje pierwsze skojarzenie z tymi perfumami to puder i pieprz. Co ciekawe, za pikanterię odpowiadają tu nie wspomniane wyżej zioła, a bergamotka, dopełniona delikatną nutą mangolii i gardenii (którą uwielbiam, stąd polowanie na Chanel Gardenię). Na końcu wyczuwamy piżmo, które dodaje zmysłowości przy zachowaniu kwiatowo-delikatnego charakteru.

Po spryskaniu ostatniego blottera wpadłam w dylemat typowej maniaczki perfum. Mój Flowerbomb (Victor&Rolf) od kilku tygodni jest na dosłownym wykończeniu. Chloé wyraźnie różnił się od tego zapachu, charakterystycznym i jednocześnie orzeźwiającym aromatem pieprzu. Zapach irysu też jest chłodny, a na jesień szukałam dotychczas zapachów typowo orientalnych i ciepłych. Jak to mówią: ryzyk-fizyk.

Jeśli lubicie pudrowe zapachy, a ich intensywność nie przyprawia Was o ból głowy, warto zapoznać się z Signature, chociażby ze względu na to, że to nowość w naszych drogeriach. Chloé Eau de Toilette to symbol ponadczasowej elegancji, uwieńczony lekką, świeżą i delikatną formą inspirowaną ubóstwianymi przez wielu poprzedniczkami.

You Might Also Like